Przejdź do głównej zawartości

Posty

Wyświetlam posty z etykietą wyjątkowe

(kor) MORAN nad jeziorem

Zdarzyło mi się ostatnio cos bardzo miłego. Chcę się z Wami podzielić wrażeniami z bardzo romantycznej i smacznej kolacji, na którą zaprosił mnie mój Menio z okazji rocznicy ślubu. Miejsce: Hotel Moram nad jeziorem Powidzkim. Co prawda rocznica na dni kilka, ale doprawdy czym jest tych kilka dni w porównaniu do tych lat szczęśliwie spędzonych. Menu wybraliśmy sugerując się przystawkami. Ja mam długie zęby na krewetki – a konkretnie koktajl z krewetkami,.Rafi uwielbia surowiznę, czyli carpaccio. Dalej też było pysznie: moja zupa cebulowa z mega grzanką oraz zupa z białych warzyw Rafiego. Oraz dania główne – kurczę w różnymi dodatkami. Jeden z czerwoną cebulą na słodko, drugi w sosie z suszonymi pomidorami i puree marchewkowo – ziemniaczanym. No i deserek. Gorące maliny z kulką lodów waniliowych oraz ricotta także z malinami. Oba doskonałe. Wszystko pięknie podane i bardzo smakowite. Nie będę się rozwodzić dziś nad smakami. Po prostu oddam się błogim wspomnieniom, bo j...

Urodziny rodzinne dziecióf

  Uwielbiam organizować imprezy rodzinne. Trochę trzeba się nagimnastykować przy organizacji, ale warto. Zawsze mam satysfakcję. W tym roku połączyłam urodziny chłopaków i wyprawiłam jeden wielki, niedzielny, polski obiad. Dorosłych 14, dzieciaków 4. Gości miałam od piątku wieczór, więc i przygotowań było więcej niż zwykle. Tym razem wzięłam się na sposób i pogotowałam w tygodniu i zamroziłam. Wszystkim gościom serdecznie dziękuję. No i moim chłopcom 100 lat!!   Menu obiadowe Szare kluchy – tradycyjne poznańskie Gotowane ziemniaki z koperkiem – dla tradycjonalistów Zielona sałatka z brokułami i szparagami z prażonymi płatkami migdałów Sałatka moja ulubiona – zielone sałaty z kukurydzą i pomidorem Polędwiczki wieprzowe w sosie pieczarkowym Klasyczne polskie zawijańce wołowe K olorowe kotleciki z papryką i piersią z kurczaka Ciemny sos z zawijańców Młoda kapusta Zupa cebulowa z kleksem śmietanowym z grzankami   Sobotni grill Marynowana kar...

Warsztaty kulinarne na Malcie - relacja

  W sobotę, 8 czerwca zaproszono nas – czyli Koło Gospodyń Wiejskich z Palędzia do współorganizacji pikniku rodzinnego na Malcie. Na wstępie chciałyśmy serdecznie podziękować za zaproszenie oraz wszystkim, którzy odwiedzili nasze stoisko. Miałyśmy swój mały, biały, chyboczący się na wietrze namiocik, mnóstwo klamotów i byłyśmy w swoim żywiole, czyli mogłyśmy się wyżywać kulinarnie. Na zebranych czekały „nalewki Pani Eli”, która nie pożałowała materiału i w sumie do degustacji przyniosła 10 rodzajów trunków swojej produkcji. Na „koneserów” czekały: nalewka cytrynowa, orzechowa, kakaowa, kakaowa z nutką owocową, kakaowa z miętą, truskawkowa, z zielonego jabłuszka, z rajskiego jabłuszka, gruszkowa oraz niespodzianka - nalewka wieloowocowa. Do tego do spróbowania były owoce z naleweczek np. pigwa, gruszka czy wiśnie. Niektórzy, aby spróbować tych specjałów czekali cierpliwie w kolejce w intensywnym deszczu, zwanym oberwaniem chmury. Nie słysz...

Kolekcje stołowe

Na ten temat jeszcze na łamach tego bloga się nie rozwodziłam. Naczynia! Jedni inwestują w Rosenthala, inni zaopatrują się w Ikea, ja mam zestaw najbardziej popularny i oryginalny -   mieszany ;-) Miałam okazję przez kilka dni przebywać w gospodarstwie agroturystycznym pod Krakowem, którego właściciele zaimponowali mi kolekcją naczyń. Niby nic niezwykłego – komplet garnuszków w jednym klimacie, ale pierwszy raz spotkałam się z tak okazałą kolekcją naczyń z Włocławka i okolic. Wszystkie kubeczki, talerzyki, misy, dzbanki, kubeczki, a nawet lampy i zegary. Wszystko w charakterystyczne niebiesko- brązowe wzory.   Każdy ręcznie malowany, każdy unikatowy, żaden nie do podrobienia! Niesamowite! Właściciele gospodarstwa zbierają eksponaty od lat, pani Maria nie była mi w stanie powiedzieć dokładnie od kiedy. Może nie jest to mój ulubiony design, ale zawsze podziwiam piękne kolekcje oraz doceniam upór i konsekwencję zbieraczy. Sama nie mam tyle zaparcia i moje kolekcje...

Przyjęcie przy stole – daktyle z serem pleśniowym

O czasu do czasu mam wielk ą ochot ę zorganizowa ć jakie ś „przyj ę cie”. Brzmi to do ść g ó rnolotnie, a kojarzy mi si ę raczej z organizacj ą wieczornej nasiadówy przy stole w stylu imieninowym. Imieniny, urodziny czy rocznica nie s ą konieczne. Niemniej okre ś lenie wyra ź nej okazji w dzisiejszych czasach pomaga si ę zmotywowa ć do wyj ś cia z domu. Nie wiem, jak u Was, ale zauwa ż y ł am ostatnio w ś r ó d znajomych wyj ą tkowe os ł abienie motywacji w kwestii ruszania swoich czterech liter. Kiedy ju ż wszyscy powracaj ą ze swoich korporacji, poogarniaj ą swoje lofty, cha ł upy i apartamenta, porobi ą zakupy, prania, prace domowe i tysi ą ce innych rzeczy – najcz ęś ciej ju ż im si ę nie chce. Zwyczajnie marz ą o nic nie robieniu. Bez spinania si ę , specjalnego ubierania, wygl ą dania i inteligentnej konwersacji. Wymagania nie s ą tu wygórowane. Fotel, ewentualnie kanapa powinny wystarczy ć . I nie nale ż y tu doszukiwa ć si ę znamion lenistwa. O nie! Po ...

Wielkanoc - cuda i mazurki

Święta Wielkanocne anno domini 2013 już za mną. W ferworze przedświątecznym nie miałam niestety czasu na oddanie się frywolnym wariacjom kulinarnym, a tylko na pisanie takie sztywne, gazetowe i odarte z finezyjnych szpileczek i osobistych wycieczek. Z końcem miesiąca wena na szczęście mnie nie opuściła i teraz mogę – z tygodniowym już dystansem – dzielić się z Wami Wielkanocnymi doznaniami kulinarnymi. Przyznam się, że przed Świętami w kuchni się nie przemęczałam, choć nie próżnowałam całkowicie. Na Wielkanocnym stole mojej produkcji były tylko mazurki, pasztet i sernik. Resztę wspaniałości zapewniali gospodarze, czyli Maryla i Marek. Każde Święta są wyjątkowe. Jedne wspomina się przez lata, inne trwają chwilę i za nic nie można sobie później przypomnieć, który to rok. Nie wiem, czy te będziemy wspominać latami czy nie, ale z dzisiejszej perspektywy stwierdzam, że dawno takiego wypasu na stole nie było. Nie chcę tu absolutnie obniżać jakości poprzednich Świąt, zasłonię...

Pralinki z czekoladą i orzechami

Nie, nie przestałam gotować, jeść i zachwycać się kuchnią. Włączyłam tylko pauzę. Pauzę na pisanie o jedzeniu. A pisałam cały czas. Do gazety, do pamiętnika, kleiłam teksty mądre i całkiem idiotyczne, zwykle bez sensu, ale istotne dla świata. I prawie żaden nie nadawał się do umieszczenia na tym blogu. Ale wróciłam J Teraz, po prawie miesięcznej przerwie czuję się jakby był to był mój pierwszy wpis w ogóle. Czuję się troszkę jak beniaminek, żeby nie porównać do innych apetycznych pierwszych razów. A skoro zaczynam od nowa, wypadałoby się czymś pochwalić. Postanowiłam w ostatnim czasie odkurzyć słoje z nalewkami z zeszłego roku. Tak to już u mnie jest, że pewne tematy czekają troszkę dłużej niż inne, choćby były nie wiem jak smakowite. Tak właśnie było z nalewkami. W telewizorze właśnie pokazywano światu nowego papieża Franciszka, gdy mnie natchnęło, że wypadało by zlać nalewki. Na pierwszy ogień poszła nalewka gruszkowa i winogronowa. Obie kombinowane. Winogronowa powst...

Wigilijnie

  Wierzę, że jaka Wigilia taki cały rok. Kolejny zapowiada się raczej spokojnie. Ani razu nie nawrzeszczałam na nikogo, tylko raz strzeliłam focha, a lekkie denerwowanie się na dzieci, biorę raczej za urozmaicenie dla domowej sielanki. Wszystko mi wychodziło, myśli jasne, tempo szybkie. Zapowiada się dobry rok. Zeszłoroczna Wigilia też była raczej spokojna i nic nie zapowiadało rewolucyjnych zmian w moim życiu. Wierzę jednak dalej – kwestia przyzwyczajenia J , a podsumowanie 2012 innym razem. Tak to jest, że 24 grudnia w moim domu oficjalne jest tylko śniadanie i kolacja. Obiadu nie ma lub każdy organizuje go sobie sam – najczęściej w oparciu o pierwotną zasadę „każdy ma to, co upoluje”. Ci, co są zaangażowani w gotowanie i próbowanie, jednym słowem są przy paśniku – mają oczywiście dużo łatwiej polować J Pamiętajmy, że obowiązuje post. Pora wieczerzy - po zmroku, pierwszej gwiazdki wypatrują już tylko dzieci. Jeśli nie mamy innych ograniczeń (jak na przykład gość jadą...

'Wigilie' różne

Bardzo lubię Boże Narodzenie, choinkę, wzniosły, lekko patetyczny nastrój, nawet te udawane uśmiechy i wymuszone uprzejmości. Jeden psychiatra, by pewnie to wyjaśnił wspomnieniami radosnych chwil z dzieciństwa. Inny pochwalił by speców od reklamy, że ich kolorowy jarmark pełen dzwoneczków, elfów i Mikołajów trafił na podatny grunt sentymentalnej Matki Polki. Pewnie obaj mają rację, co nie zmienia faktu, że strasznie lubię tą szopkę i zastanawiam się dlaczego. Po prostu kiedy przychodzi grudzień, w głowie zaczynają mi grać dzwoneczki i ogarnia mnie szał tworzenia pięknych przedmiotów, podarków, słodkości… i pomimo potrójnego zamieszania nie mogę się doczekać pierwszej gwiazdki. Grudzień zawsze był dla mnie zakręcony, zamotany i zabiegany. A na koniec tego roku spiętrzyło mi się wyjątkowo dużo rzeczy. Jak zawsze nie doszacowałam czynności czasochłonnych, albo po prostu nie spodziewałam się, że tyle mi tego wszystkiego wyskoczy i zaabsorbuje moją uwagę. Piekłam hurtowe ilości pier...