Przejdź do głównej zawartości

Posty

Wyświetlam posty z etykietą lokale

Fastfudy, czyli domowa tortilla z wkładką

Miedzy miejscowością X i Y jest jakieś 4,5 godziny drogi. To i tak lepiej niż między X i Z, gdzie jedzie się 10 godzin, ale dzieci w każdej z tych sytuacji wariują. Warują, bo im się nudzi, bo jeden zabrał coś drugiemu i nie chce oddać, a czasem marudzą z głodu. Gdy mały głodek jest już nie do opanowania, wszystkie zakątki na pokładzie zostały skonsumowane, a małym ludzikom wciąż mało - czas na zatrzymanie się na popas. A że dzień był wolny ustawowo, dużego wyboru po drodze nie mieliśmy. Jedynym otwartym lokalem był trzyliterowy fastfud przy stacji benzynowej. Odnoszę wrażenie, że pracujące w takich przybytkach osoby, są szkolone głównie z metod zamotania klienta.   Niby menu proste i czytelne, ale jak przyszło do zamawiania to nie miałam pojęcia czy dostanę kanapkę, jaką kanapkę i czy w zestawie, no i w zestawie z czym? Jestem rzadkim gościem w takim miejscach. Nie znam na pamięć hitów szybkożerców, więc trzy szybkie pytania szeroko uśmiechniętej i wyjątkowo uprzejmej pa...

Gęsina w Rzymiance

Dawno, dawno temu moi rodzice przyjaźnili się z pewną Krysią. Krysia mieszkała pod Łęczycą i zajmowała się hodowlą gęsi. Na skalę przemysłową. Miała stada liczące plus minus 10 - 20 tysięcy sztuk. Ponieważ kontakty towarzyskie układały się intensywnie, surowca nie brakowało, stąd też doskonale pamiętam smak gęsiny w wersji pieczonej, faszerowanej, marynowanej, gotowanej i każdej innej - wyśmienitej. Od pewnego czasu Pani od gąsek nie bywa już u moich rodziców, z tego co wiem gąsek też już nie hoduje, ale zawsze te „ptice” będą mi się z nią kojarzyć. W razie by kiedyś czytała tego bloga - przesyłam serdeczne pozdrowienia :-) Kiedy więc dostałam SMSa od Karoliny, że szuka wspólnika do gęsi w Rzymiance, długo się nie zastanawiałam. Umówiliśmy się w dwie rodziny na niedzielne popołudnie. Nie mogłam się doczekać tego spotkania, tak jak zawsze ekscytuję się na zapas zapowiedzianymi ucztami. Rzymiankę lubię zawsze, ale najbardziej w maju, kiedy organizują festiwal szparagów i propo...

Wieczór hiszpański w Silva Rerum w Dąbrówce

Takiego wydarzenia jeszcze w naszej gminie nie by ł o. 21 listopada powia ł o ciep ł ym, hiszpa ń skim wiatrem i zapachnia ł o oryginaln ą paell ą wprost z Walencji. Wieczór hiszpa ń ski w restauracji Silva Rerum w D ą br ó wce sk ł ada ł si ę z dwóch cz ęś ci. W pierwszej mo ż na by ł o ogl ą da ć kulinarny warsztat Timo, w ą cha ć i smakowa ć przygotowywanej na oczach publiczno ś ci narodowej, hiszpa ń skiej potrawy - paelli. Wg. Timo oryginalna pealla pochodzi w ł a ś nie z Walencji i jest zrobiona z ró ż nych rodzaj ó w mi ę s. Najlepiej z dziczyzny. Na naszym wieczorze wykorzystana by ł a wieprzowina, oraz mi ę so z kurczaka i kr ó lika. Oczywi ś cie nale ż y pami ę ta ć o ś wie ż ych warzywach, takich jak pomidory, fasolka, papryka itd. Specjalnie na takie okazje Kasia i Timo przywie ź li z Hiszpanii ogromn ą patelni ę . By ł a ustawiona na ś rodku restauracji na specjalnym palniku, aby ka ż dy poczu ł atmosfer ę Walencji i aromat tego pysznego dania. Oczywi ...

Świnoujście. Przyjemności

To będzie banalny wpis. Pomysł na niego przyszedł mi do głowy dziś rano, gdy zobaczyłam na plaży grupę zapaleńców ćwiczących karate. Między (opalonymi) paniami w bikini, panami w szorcikach dumnie prężącymi owłosione torsy i rodzinami z dziećmi, synchroniczna biała ekipa odziana w tradycyjne stroje wzbudzała nie lada ciekawość plażowej gawiedzi. W międzyczasie minęły mnie 3 małe grupki patyczaków, czyli entuzjastów nornic walking i pomyślałam sobie: ludziom tu dobrze. W końcu nie wszyscy przyjechali tu z dziećmi, nie wszystkim plaża służy wyłącznie do niewinnego smażenia boczków i pluskania się w słonej wodzie. Dla jednych przyjemnością jest obserwowanie swoich dzieci upaplanych po dziurki w nosie w piachu, ba nawet samo upaplanie, dla innych wypicie Browarka na ręczniku z widokiem na morze, albo po prostu aktywne spędzanie czasu na świeżym powietrzu. Szacuneczek dla tych ostatnich. Każdy ma prawo spędzać urlop jak lubi J No właśnie, wspominałam już wcześniej, że nie wyobra...

Świnoujście. Plażowo.

Nie jest dla nikogo zaskoczeniem, że będąc na wakacjach w odległości plus minus 20 km od morza, gdy tylko w telewizji pogodynka z długimi nogami oznajmi „będzie słońce!”, każdy pakuje dorobek życia, tobołek zarzuca na plecy i rozpoczyna krucjatę na plażę. Gdy już tam dotrze zwykle (z rozmysłem) wybiera miejsce spoczynku między grajdołkiem rodziny z 3 małych, rozkrzyczanych dzieci, 3 pań z uzdrowiska oraz rodziny z 2 kłócących się dzieci. Nowy plażowicz szybko rozpakowuje swój dobytek i zaznacza swoje terytorium, rozkłada kocyk, równiutko obok siebie dwa ręczniki, samo rozkładający się namiocik (hit sezonu), a wszystko ogradza parawanem lub dwoma. Niektórzy dodatkowo kopią fosę dokoła swojego zamku, aby jeszcze dobitniej zaznaczyć, gdzie kończy się przestrzeń sąsiada, a zaczyna moje królestwo. Potem dzielnie siedzi i pilnuje twierdzy. W końcu tak wiele energii włożył w jej budowanie. Urlop idealny… Przyjrzyjmy się jednak rodzinie z 3 małych, rozkrzyczanych dzieci. Rodzice najchęt...

Madagaskar - urodzinki + babeczki

Wczoraj mój syn świętował swoje szóste urodziny w małpim gaju, znaczy w Madagaskarze. Moim zdaniem, jest to w chwili obecnej najfajniejszy plac zabaw pod dachem w naszej okolicy. Otwarty w zeszłym roku, pełen atrakcji i nie nudzący się młodym nigdy. Dzieci zajadały się specjałami adekwatnymi do charakteru imprezy. Menu nie wyszukane i raczej nie zdrowe, ale w pewnych sytuacjach warto przymknąć oko i cieszyć się chwilą. Były chrupki, cukierki, wafelki, ciasteczka… Czyli wszystko to co dzieciaki jedzą zawsze, wszędzie i bez oporów. Był oczywiście także mój dinotort. Dla dorosłych dla odmiany przygotowałam babeczki z otrębami z owocami z nalewki na słodko i mini tartki z ciasta francuskiego z nadzieniem serowo- szynkowym – na słono. Wszystko wyszło wyśmienicie. Babeczki to moja klasyka, przepis na nie podawałam już wcześniej, skupię się więc dziś na delicjach na słono. Babeczki – mini tartki z nadzieniem serowo- szynkowym 1 opakowanie ciasta francuskiego 3 jajka 1 plaster gruboś...

Silva Rerum w Dąbrówce

W ostatni piątek zamiast na warsztaty decoupage, postanowiłyśmy z sąsiadkami odwiedzić nową restaurację Silva Rerum w Dąbrówce, w budynku obok Biedronki. Warsztaty były po prostu odwołane, a wieczór taki ciepły i spokojny, aż żal siedzieć w domu. Pierwsze wrażenie: wnętrze przyjemne, kameralne, nowocześnie urządzone, kilka stolików zajętych, kwiaty na każdym, czysto i przejrzyście. Zajęłyśmy stolik naprzeciwko baru. Menu zamiast na kartach, wisiało wypisane wielkimi literami nad barem. Pozycji nie za wiele, ale każdy znajdzie coś dla siebie. Coś dla zielonorękich – „zielone sałaty z plastrami kurczaka, filecikami pomidorów i parmezanem” 12,- Coś dla zupolubów– „krem brokułowy” 8,- Coś dla zdeklarowanych mięsożerców – „polędwiczki wieprzowe nadziewane serem gorgonzola z puree ziemniaczanym i warzywami” 26,- Coś dla fanów Italii – „makaron tagiatelle w sosie pomidorowo- warzywnym z serem gorgonzola” 17,- Coś dla łasuchów – „lody z syropem klonowym i miętą” 8,- To tylko wy...

Kinder party w Pajo II

To miejsce się nigdy nie znudzi moim dzieciom. Mnie chyba też :-) Uwielbiam pogaduchy w antrakcie między zjeżdżalnią, a spadającym na głowę wielkim, miękkim klockiem. Wczoraj kulinarnie było dokładnie tak samo jak przed tygodniem: paluszki, cukierki, ciasteczka w czekoladzie, chrupki, pizza, tort. Ale jaki tort - z wizerunkiem bohaterów filmu "Auta". Każdy kto ma małego syna wie, że tort z Zygzakiem smakuje 5 razy smaczniej :-) Na stole dla dorosłych natomiast na szczególną uwagę zasługiwał pyszny śmietankowy torcik z wiśniami z pobliskiej cukierni. W najbliższym czasie porwę się na odtworzenie tego smaku. 100 lat dla Hubiego i dzięki za zaproszenie :-)

Kinderparty w Pajo

Jestem zwolenniczką zdrowego jedzenia. Czasem jednak przymykam oko i pozwalam mojej rodzince rzucić się w wir żarcia bez zasad. Miejscem gdzie je się wszystko bez zastanowienia nad tym, co się je, są zwykle urodzinki w małpim gaju. Wczoraj mieliśmy okazję odwiedzić plac zabaw w Pajo w Luboniu. Impreza sama w sobie była fantastyczna. Dzieciaki uwelbiają nieskrępowaną zabawę, rzucanie się w piłki, zjeżdżalnie, skakanie i hałasowanie. A ja dostosowuję się do klimatu dobrej zabawy - nie mam sumienia uświadamiać wszystkich w koło, a zwłaszcza dzieci, że jedzenie tam jest kolokwialnie mówiąc - śmieciowe. Rodzice małej jubilatki pomyśleli i o dziciach i o dorosłych. Wiedzieli, że wszyscy przyjadą prosto z pracy głodni. Na stół dla dużych od razu wjechała pizza i słodkości, kawa i zimne napoje. Wielkie dzięki im za to. Dla małych był stół z ich ulubionymi przkąskami: paluszki, chrupki, ciastka w czekoladzie, w końcu pizza i tort. Tak naprawdę uwielbiam te im...