Przejdź do głównej zawartości

Posty

Wyświetlam posty z etykietą spotkania przy stole

Urodziny rodzinne dziecióf

  Uwielbiam organizować imprezy rodzinne. Trochę trzeba się nagimnastykować przy organizacji, ale warto. Zawsze mam satysfakcję. W tym roku połączyłam urodziny chłopaków i wyprawiłam jeden wielki, niedzielny, polski obiad. Dorosłych 14, dzieciaków 4. Gości miałam od piątku wieczór, więc i przygotowań było więcej niż zwykle. Tym razem wzięłam się na sposób i pogotowałam w tygodniu i zamroziłam. Wszystkim gościom serdecznie dziękuję. No i moim chłopcom 100 lat!!   Menu obiadowe Szare kluchy – tradycyjne poznańskie Gotowane ziemniaki z koperkiem – dla tradycjonalistów Zielona sałatka z brokułami i szparagami z prażonymi płatkami migdałów Sałatka moja ulubiona – zielone sałaty z kukurydzą i pomidorem Polędwiczki wieprzowe w sosie pieczarkowym Klasyczne polskie zawijańce wołowe K olorowe kotleciki z papryką i piersią z kurczaka Ciemny sos z zawijańców Młoda kapusta Zupa cebulowa z kleksem śmietanowym z grzankami   Sobotni grill Marynowana kar...

Warsztaty kulinarne na Malcie - relacja

  W sobotę, 8 czerwca zaproszono nas – czyli Koło Gospodyń Wiejskich z Palędzia do współorganizacji pikniku rodzinnego na Malcie. Na wstępie chciałyśmy serdecznie podziękować za zaproszenie oraz wszystkim, którzy odwiedzili nasze stoisko. Miałyśmy swój mały, biały, chyboczący się na wietrze namiocik, mnóstwo klamotów i byłyśmy w swoim żywiole, czyli mogłyśmy się wyżywać kulinarnie. Na zebranych czekały „nalewki Pani Eli”, która nie pożałowała materiału i w sumie do degustacji przyniosła 10 rodzajów trunków swojej produkcji. Na „koneserów” czekały: nalewka cytrynowa, orzechowa, kakaowa, kakaowa z nutką owocową, kakaowa z miętą, truskawkowa, z zielonego jabłuszka, z rajskiego jabłuszka, gruszkowa oraz niespodzianka - nalewka wieloowocowa. Do tego do spróbowania były owoce z naleweczek np. pigwa, gruszka czy wiśnie. Niektórzy, aby spróbować tych specjałów czekali cierpliwie w kolejce w intensywnym deszczu, zwanym oberwaniem chmury. Nie słysz...

Przyjęcie przy stole – daktyle z serem pleśniowym

O czasu do czasu mam wielk ą ochot ę zorganizowa ć jakie ś „przyj ę cie”. Brzmi to do ść g ó rnolotnie, a kojarzy mi si ę raczej z organizacj ą wieczornej nasiadówy przy stole w stylu imieninowym. Imieniny, urodziny czy rocznica nie s ą konieczne. Niemniej okre ś lenie wyra ź nej okazji w dzisiejszych czasach pomaga si ę zmotywowa ć do wyj ś cia z domu. Nie wiem, jak u Was, ale zauwa ż y ł am ostatnio w ś r ó d znajomych wyj ą tkowe os ł abienie motywacji w kwestii ruszania swoich czterech liter. Kiedy ju ż wszyscy powracaj ą ze swoich korporacji, poogarniaj ą swoje lofty, cha ł upy i apartamenta, porobi ą zakupy, prania, prace domowe i tysi ą ce innych rzeczy – najcz ęś ciej ju ż im si ę nie chce. Zwyczajnie marz ą o nic nie robieniu. Bez spinania si ę , specjalnego ubierania, wygl ą dania i inteligentnej konwersacji. Wymagania nie s ą tu wygórowane. Fotel, ewentualnie kanapa powinny wystarczy ć . I nie nale ż y tu doszukiwa ć si ę znamion lenistwa. O nie! Po ...

Wielkanoc - cuda i mazurki

Święta Wielkanocne anno domini 2013 już za mną. W ferworze przedświątecznym nie miałam niestety czasu na oddanie się frywolnym wariacjom kulinarnym, a tylko na pisanie takie sztywne, gazetowe i odarte z finezyjnych szpileczek i osobistych wycieczek. Z końcem miesiąca wena na szczęście mnie nie opuściła i teraz mogę – z tygodniowym już dystansem – dzielić się z Wami Wielkanocnymi doznaniami kulinarnymi. Przyznam się, że przed Świętami w kuchni się nie przemęczałam, choć nie próżnowałam całkowicie. Na Wielkanocnym stole mojej produkcji były tylko mazurki, pasztet i sernik. Resztę wspaniałości zapewniali gospodarze, czyli Maryla i Marek. Każde Święta są wyjątkowe. Jedne wspomina się przez lata, inne trwają chwilę i za nic nie można sobie później przypomnieć, który to rok. Nie wiem, czy te będziemy wspominać latami czy nie, ale z dzisiejszej perspektywy stwierdzam, że dawno takiego wypasu na stole nie było. Nie chcę tu absolutnie obniżać jakości poprzednich Świąt, zasłonię...

Zapiekanki, czyli jest impreza

Jestem prostą dziewczyną. Lubię proste historie. Jak na prostą dziewczynę przystało, lubię proste imprezy. Znaczy według sprawdzonego schematu: wszyscy przychodzą w umówione miejsce (najlepiej do domu), gadają, piją, jedzą, tańczą i super się bawią. Zanim przyjdzie pierwszy gość odbywają się tradycyjne przygotowania. Jedni sprzątają, inni przestawiają meble, jeszcze inni kują ściany. W zależności o rangi okazji. Ta impreza była z okazji nie moich równych urodzin. Opracowywane jest specjalne menu, z czego na koniec i tak połowa pozycji zostanie zmodyfikowana, ale co tam. Czynione są wielkie zakupy. Pani w sklepie zawsze na mnie patrzy z politowaniem jak kupuję sześć zgrzewek piwa i 3 litry wódki. Gorące przygotowania odbywają się od rana, w kuchni młyn, wszyscy na adrenalinie i lekko spięci. Godzinę przed imprezą przychodzą dwie koleżanki do pomocy przy robieniu kanapek. Na stół wjeżdża pierwsza degustacyjna naleweczka. Robota się w rękach pali, więc po 15 minutach możemy rozpo...

Wigilijnie

  Wierzę, że jaka Wigilia taki cały rok. Kolejny zapowiada się raczej spokojnie. Ani razu nie nawrzeszczałam na nikogo, tylko raz strzeliłam focha, a lekkie denerwowanie się na dzieci, biorę raczej za urozmaicenie dla domowej sielanki. Wszystko mi wychodziło, myśli jasne, tempo szybkie. Zapowiada się dobry rok. Zeszłoroczna Wigilia też była raczej spokojna i nic nie zapowiadało rewolucyjnych zmian w moim życiu. Wierzę jednak dalej – kwestia przyzwyczajenia J , a podsumowanie 2012 innym razem. Tak to jest, że 24 grudnia w moim domu oficjalne jest tylko śniadanie i kolacja. Obiadu nie ma lub każdy organizuje go sobie sam – najczęściej w oparciu o pierwotną zasadę „każdy ma to, co upoluje”. Ci, co są zaangażowani w gotowanie i próbowanie, jednym słowem są przy paśniku – mają oczywiście dużo łatwiej polować J Pamiętajmy, że obowiązuje post. Pora wieczerzy - po zmroku, pierwszej gwiazdki wypatrują już tylko dzieci. Jeśli nie mamy innych ograniczeń (jak na przykład gość jadą...

'Wigilie' różne

Bardzo lubię Boże Narodzenie, choinkę, wzniosły, lekko patetyczny nastrój, nawet te udawane uśmiechy i wymuszone uprzejmości. Jeden psychiatra, by pewnie to wyjaśnił wspomnieniami radosnych chwil z dzieciństwa. Inny pochwalił by speców od reklamy, że ich kolorowy jarmark pełen dzwoneczków, elfów i Mikołajów trafił na podatny grunt sentymentalnej Matki Polki. Pewnie obaj mają rację, co nie zmienia faktu, że strasznie lubię tą szopkę i zastanawiam się dlaczego. Po prostu kiedy przychodzi grudzień, w głowie zaczynają mi grać dzwoneczki i ogarnia mnie szał tworzenia pięknych przedmiotów, podarków, słodkości… i pomimo potrójnego zamieszania nie mogę się doczekać pierwszej gwiazdki. Grudzień zawsze był dla mnie zakręcony, zamotany i zabiegany. A na koniec tego roku spiętrzyło mi się wyjątkowo dużo rzeczy. Jak zawsze nie doszacowałam czynności czasochłonnych, albo po prostu nie spodziewałam się, że tyle mi tego wszystkiego wyskoczy i zaabsorbuje moją uwagę. Piekłam hurtowe ilości pier...

Rogale Świętomarcińskie i piwoszki

Skoro w niedzielę świętego Marcina, czyli imieniny mojego dziadka, a ja od kilku lat goszczę w Pyrlandii, nie mogło zabraknąć w moim menu na 11 listopada rogali. Postanowiłam skrzyknąć się z moimi wspaniałymi gospodyniami i upiec je w towarzystwie w kuchni przy świetlicy w Palędziu. Okazało się, że wśród nas jest także jeden uzdolniony gospodarz i piekł razem z nami. W menu dzisiejszego wieczoru były więc rogale prawie świętomarcińskie (bo z nadzieniem z nie- białym makiem) oraz rogaliki piwoszki. Ciasto robiłam pod czujnym okiem Pani Joli, która jako doświadczona gospodyni robi najlepsze ciasto z wody jakie dotąd jadłam. Ciasto z wody: 75 gr drożdży pół szklanki ciepłego mleka pół szklanki cukru ½ kg mąki pszennej 3 jajka 1 kostka margaryny (wybrałam Kasię) Nadzienie do rogali: 200 gr maku (Najlepiej białego. Tym razem mi się nie udało takiego dostać, więc użyłam ciemnego maku. W zeszłym roku kupowałam go w Chacie Polskiej w Dopiewie.) szklanka mleka 1/3...