Przejdź do głównej zawartości

Posty

Wyświetlam posty z etykietą obiad

Ryżowe memło

 Nie zamawiam w lokalach ryżu. No może czasem zamiast ziemniaków, ale jako osobne danie to chyba mi się jeszcze nie zdarzyło. Wydaje mi się taki pospolity. Taki oczywisty. Taki prosty do zrobienia. Jak idę do restauracji, to oczekuję czegoś wykwintnego. Czegoś, czego nie chce mi się samej gotować albo nie umiem. Ewentualnie coś, czego jeszcze nie jadłam, choć takich rzeczy jest coraz mniej. Przynajmniej w naszej części świata. Za to w domu często gotuję ryż. Jest częstym dodatkiem zup i innych dań. Najpopularniejszym jednak daniem w mojej kuchni jest ryż z tym, co jest aktualnie w lodówce. Nie sposób podać tu jakiegokolwiek przepisu, bo za każdym razem pod rękę nawinie mi się coś innego. Najpierw zwykle gotuję ryż (al dente), potem łączę go ze smażonką na patelni. Doprawiam i wszyscy szamią ruszając uszami. Danie to potocznie i pieszczotliwie nazywa się u nas „memło”. W niektórych lokalach zwą je risotto. Smakuje dość podobnie. Ale jakby tańsze. Dziś nieco zmodyfikowałam...

Zapiekanka naleśnikowa z mielonym

Ostatnio dość ambitnie realizuję hasło „albo teraz albo nigdy”. Biorę się za prawie wszystko, biorę co się da. Wymyślam sobie zadania, realizuję pomysły innych. Rok bardzo ciekawie rozpoczął się od wyprawy do Oslo (w Norwegii) i od tamtej pory nie daje mi chwili wytchnienia. Czasem mnie to zastanawia, a nawet przeraża. Przecież dlatego zrezygnowałam z korporacji, aby unikać tego tempa, biegania. Aby mieć czas na dostrzeżenie finezji i wszystkich kolorów, kształtów życia, a nie tylko wpatrywać się w ambitnie wyznaczony cel na horyzoncie. Poniedziałki przypominają piątki. Z tą różnicą, że w piątek wieczorem, można spuścić się z łańcucha i nie zważać na to, że kolejny poranek jest kolejnym etapem maratonu. Zapiski w kalendarzu są wyznacznikiem nastroju. Jest przecież tyle do zrobienia. Wszystko musi być załatwione. Samo się nie zrobi. Przecież świat nie poczeka. I tak dalej… Piszę to przy sobocie. Po modelowym tygodniu kręcenia się za własnym ogonem. Wiem, że nie chciałabym...

Knedle z truskawkami

Ola mnie ostatnio opitoliła, że na Kontrasmaki obrosły mchem i wieje pustką. Tym samym zmotywowała mnie do wpisania tu chociaż kilku słów. Padło na knedle z truskawkami, które przy okazji rodzinnego obiadu przygotowywała Daria z mamą i tatą. My z dzieciakami pojechaliśmy oglądać wystawę Lego, one szalały w kuchni. Załapałam się na finalne kluskowanie. Nawet nie wiecie, jak je lubię. Przepis: Ok. 3 kg Ziemniaki Mąka pszenna Jajko Mąka ziemniaczana Truskawki Cukier pomieszany z cynamonem Ziemniaki ugotować w mundurkach. Gdy wystygną obrać i zmielić. Dodać mąkę pszenną i jajko. Można dodać trochę mąki ziemniaczanej. Zarobić ciasto, powinno być gęste, ale kleiste. Uformować wałek i pokroić na plastry. Na każdy nakładać truskawkę i posypać cukrem z cynamonem. Formować kulki i wrzucać do mocno osolonej wody. Gotować dwie minuty od wypłynięcia. Nie można zrobić ciasta wcześniej bo się rozpadnie. U nas knedle podaje się z bułka tartą smażona na maśle al...

Spaghetti z sosem pomidorowym

Makaron jest jednym z niewielu produktów, które moje dzieci mogą jeść w każdej ilości, na każdy posiłek, na każdą okazję, w każdym kształcie, w wersji soute, z sosem, suchy, ugotowany, kolorowy… Absolutna dowolność. Makaron jest dobry na wszystko. Na hasło „czy zrobić zupę z ziemniakami czy z ryżem?” zawsze pada odpowiedź „z makaronem”. Gdy pytam moich małych „co chcą na obiad?” tradycyjnie odpowiadają „naleśniki albo makaron”. Nie powiem, żebym była tym jakoś szczególnie zaskoczona i zasmucona. Sama też lubię makaron. I jeść. I przyrządzać. W poświątecznym rozleniwieniu, po zjedzeniu wszystkich zapasów kapust, grzybów ryb i maku, postanowiłam przygotować na obiad coś absolutnie zwyczajnego – makaron z sosem pomidorowym. Nie wiem czemu, ale ta wersja makaronu z sosem zawsze smakowała mi najbardziej. Muszę się także przyznać, że czasem wspomagałam się sosem ze słoika (najchętniej słoika sygnowanego Łowicz).   Ten smak sosu jest dla mnie kwintesencją bolognese. ...

Zapiekanka z porami

Tą potrawę podpatrzyłam u koleżanki. Niby wpadłem tylko na poranną kawę, a u niej już obiadek gotowy do pieczenia. Nie byłabym sobą, gdyby nie zwróciła na to uwagi i nie zapytała co to, dla kogo i co jest w środku. Koleżanka podsumowała krótko "Moi to lubią". No to jak Jej to lubią, to pewnie i Moi polubią. Przepis banalny i naprawdę szybkie i smaczne danie. Zrobiłam je w dwóch wersjach. Wersja oryginalna jest z majonezem, wersja z musztardą jest bardziej light i ostrzejsza. Potrzebne będą: 2 pory 2 piersi z kurczaka Majonezem lub musztarda Żółty ser Wegeta Układamy warstwowo: pokrojony w tatarki lub pół talarki por (białe części); pokrojone w plastry piersi kurczaka;   teraz "wegetujemy";   na to warstwę majonezu lub musztardy (ilość wg. uznania i upodobania)   i ostatnia warstwa - starty na grubych oczkach żółty ser.   I do piekarnika na jakieś 40 minut. Zapiekanka ze zdjęcia trochę za długo była w piekarniku, ale ...

Obiad Last Minute

Czasem bywa tak, że nie mam głowy do gotowania. Biegam w koło, załatwiam miliony spraw. Latam to tu, to tam. Po drodze pralnia, zakupy i stacja benzynowa. Albo przedszkole, szkoła i praca. Wpadam wtedy po zakręconym dniu zdyszana do domu (zwykle w okolicach popołudnia), a rodzina patrzy na mnie błagalnym i głodnym wzrokiem „co na obiad?”. Zwykle w tym dniu akurat marzyłabym o tym, żeby obiad sam się ugotował, spadł w paczce z darami, lub ewentualnie, żeby któryś z domowników wpadł na pomysł upichcenia czegoś. Ale zwykle wtedy wszystkie znaki na niebie i ziemi jednoczą się przeciwko mnie i dodatkowo lodówka jest pusta. Pusta z punktu widzenia obżartusa, bo przecież ja – wytrawna bojowniczka o prawo do jedzenia widzę tam kilka produktów, które zdatne są jeszcze do pożarcia. Po krótkim wstępie przejdę do meritum, choć ostatnio słyszałam od kogoś, że moje opowiastki są ciekawsze od moich przepisów ;-) Kwestia smaku. Wróciłam zdyszana do domu, rodzina chciała jeść, a ja musiałam szybko ...

Szparagi - NA RAZ!

Szparagi to cud natury, z którym pierwszym raz spotkałam się po przeprowadzce do Poznania. W mojej ulubionej Łodzi bywały w sklepach, a jakże, ale jakoś moi ziomkowie nie podniecali się nimi zanadto. Gdy przekroczyłam granice Wielkopolski z nieukrywaną fascynacją patrzyłem jak w sezonie majowo- czerwcowym wszyscy pałaszują je na potęgę! Szparagi w każdej kuchni, w każdej zagrodzie, w każdej knajpie. Festiwale szparagów, degustacje, specjalne menu szparagowe- istne szaleństwo. Ale jakie pyszne szaleństwo! Przyznam się, że sama temu uległam. Zasadziłam nawet we własnym ogrodzie kilka karp zielonych szparagów. Teraz wychodzę sobie z rana do ogrodu, zbieram rzodkiewki, szparagi i od razu chrupię. Niebo w gębie! W kuchni najczęściej robię przerabiam je na zupę lub gotuję je z odrobinką soli, cukru i oliwy i podaję z sosem serowym, beszamelowym lub tarta bułką na masełku. Ostatnio w moim ulubionym dodatku do GW "Palce lizać" znalazłam przepis na pieczone szparagi w cieś...