Przejdź do głównej zawartości

Posty

Wyświetlam posty z etykietą węgierki

Śliwkobranie

Przyznaję. Dżemy najczęściej robię z Żelfixem. Czasu coraz mniej, a tak strasznie zawsze mi było żal owoców, które odparowują. Do tego człowiek się nie narobi. A dzieci kochają dżem truskawkowy. Jednak, gdy nachodzi sezon śliwkowy, a raz na kilka lat nadchodzi, to znów staję się kulinarną tradycjonalistką i dłuuuuugo, baaaaaaardzo długo smażę powidła. Bo węgierki inaczej nie smakują. Po prostu. Dżem węgierkowy z żelfixem jest jakiś taki pospolity, wręcz niesmaczny. Poza tym tylko prawdziwe powidła można włożyć jako warstwę do tortu albo w andruty. Sezon na węgierki u taty w sadzie jest co kilka lat. Pomimo, że rośnie tam pięć śliw, to solidarnie owocują co dwa – trzy lata. Wszystkie moje węgierkowe zapasy dawno temu się już skończyły, więc tym razem rzuciłam się na śliwki jak w amoku. Miałam poczucie, że jeśli nie przerobię wszystkiego, to znikną, zepsują się, zmarnują… A przecież nie mogę do tego dopuścić. Tatowe śliwki są tak słodkie, że docukrzam tylko do smaku. J...