Przejdź do głównej zawartości

Posty

Szparagi - NA RAZ!

Szparagi to cud natury, z którym pierwszym raz spotkałam się po przeprowadzce do Poznania. W mojej ulubionej Łodzi bywały w sklepach, a jakże, ale jakoś moi ziomkowie nie podniecali się nimi zanadto. Gdy przekroczyłam granice Wielkopolski z nieukrywaną fascynacją patrzyłem jak w sezonie majowo- czerwcowym wszyscy pałaszują je na potęgę! Szparagi w każdej kuchni, w każdej zagrodzie, w każdej knajpie. Festiwale szparagów, degustacje, specjalne menu szparagowe- istne szaleństwo. Ale jakie pyszne szaleństwo! Przyznam się, że sama temu uległam. Zasadziłam nawet we własnym ogrodzie kilka karp zielonych szparagów. Teraz wychodzę sobie z rana do ogrodu, zbieram rzodkiewki, szparagi i od razu chrupię. Niebo w gębie! W kuchni najczęściej robię przerabiam je na zupę lub gotuję je z odrobinką soli, cukru i oliwy i podaję z sosem serowym, beszamelowym lub tarta bułką na masełku. Ostatnio w moim ulubionym dodatku do GW "Palce lizać" znalazłam przepis na pieczone szparagi w cieś...

Kolacja w Restauracji Italia

Na ten wieczór czekałam kilka tygodni. Jeden z moich ulubionych aktorów miał się zjawić w Poznaniu i dać popis swych umiejętności. "One Men Show" w wykonaniu Artura Barcisia połączony z kolacją przy świecach zaprzątał moją wyobraźnię ładnych kilka wieczorów. Kiedy wreszcie udało się wszystko zorganizować, dopracować logistykę i zasiedliśmy w ciepłym wnętrzu Restauracji Italia w Hotelu Włoskim, wreszcie poczułam się odprężona. Zajęliśmy miejsce przy stoliku tuż obok sceny, na którym czekały na nas talerze z pysznymi trzema przystawkami. Z zestawu: sałatka z wędzonego kurczaka, mango, selera i orzechów; tarrina z łososia oraz carpaccio z kaczki najbardziej smakowała mi ta pierwsza. Lekka, soczysta i słodkawa. Za to carpaccio z kaczki było chyba najmniej udane z pośród wszystkich dań tego wieczoru. Sos znakomity jednak mięso za grubo pokrojone i z lekko gumowate.   Na stole, nieco z boku czekała na nas poczekajka, czyli mini bułeczki z masłem ziołowym uformowanym w kulki....

Kolekcje stołowe

Na ten temat jeszcze na łamach tego bloga się nie rozwodziłam. Naczynia! Jedni inwestują w Rosenthala, inni zaopatrują się w Ikea, ja mam zestaw najbardziej popularny i oryginalny -   mieszany ;-) Miałam okazję przez kilka dni przebywać w gospodarstwie agroturystycznym pod Krakowem, którego właściciele zaimponowali mi kolekcją naczyń. Niby nic niezwykłego – komplet garnuszków w jednym klimacie, ale pierwszy raz spotkałam się z tak okazałą kolekcją naczyń z Włocławka i okolic. Wszystkie kubeczki, talerzyki, misy, dzbanki, kubeczki, a nawet lampy i zegary. Wszystko w charakterystyczne niebiesko- brązowe wzory.   Każdy ręcznie malowany, każdy unikatowy, żaden nie do podrobienia! Niesamowite! Właściciele gospodarstwa zbierają eksponaty od lat, pani Maria nie była mi w stanie powiedzieć dokładnie od kiedy. Może nie jest to mój ulubiony design, ale zawsze podziwiam piękne kolekcje oraz doceniam upór i konsekwencję zbieraczy. Sama nie mam tyle zaparcia i moje kolekcje...

Ślimaczki czekoladowe

Przy okazji tak zwanych "dużych" zakupów, chłopcy naciągnęli na bułę z czekoladą. Takie ładne dla oka, pachnące małe coś. Miałam akurat chwilę słabości, a może osłabienia, bez dyskusji uległam namowom. A co, nawet sama sobie też kupiłam. Chwila tej słodkiej przyjemności kosztowała nie prawie 10,00 zł (ponad 3,00 zł za jedną bułkę). W domu, gdy szamaliśmy nasze zdobycze okazało się, że czekolady są w nich ilości symboliczne i wcale nie są tak pyszne na jakie wyglądały. Jednym słowem wygrało w nas łakomstwo. Wczoraj, gdy moim maluchom znów zaświeciły się oczy do sklepowych frykasów - postanowiłam sama upiec podobne cuda. Okazało się to super szybkie i proste, a wszyscy (no może oprócz dietetyka) byli zadowoleni. Koszt kilkunastu domowych ślimaków to: około 5,00 zł - paczka ciasta francuskiego 8,00 zł - słoik nutelli (wystarczy na 3-4 podejścia do ślimaków - pod warunkiem, że ktoś jej nie zje po drodze!) 1,00 zł - 1 jajko (dla równego rachunku) Ku mojemu zaskocze...

Koktajlowo

Dziś do mojego starszego syna przyszła koleżanka, a właściwie przyjechała na różowym rowerku. Nie był to pierwszy raz. W poniedziałek przyjechały na swoich różowych rowerkach nawet dwie koleżanki. Jedna do jednego syna, druga do drugiego. Dziś przyjechała tylko jedna. Bawili się świetnie w ogrodzie, ganiali, wspinali, na koniec mój starszy syn koleżance podpadł, obraziła się, wsiadła na rowerek i odjechała. Ja starałam się być super sympatyczną mamą mojego syna i za bardzo im nie przeszkadzać. Żeby im było milej zrobiłam koktajl mleczno- bananowo- malinowy (bez cukru). Podawany koniecznie zaraz po przygotowaniu w przeźroczystej szklance ze słomką. Moje dzieci to uwielbiają!! Ale koleżanka nie tknęła koktajlu – przyjechała ze swoim piciem J Przy tej okazji przypomniały mi się warsztaty, na których byłam jakieś półtora roku temu. „Gastronomia na obcasach” zaprosiła kucharzy i przy okazji Targów Poznańskich prowadzili fantastyczne warsztaty kulinarne. Tam pierwszy raz ...

Przyjęcie przy stole – daktyle z serem pleśniowym

O czasu do czasu mam wielk ą ochot ę zorganizowa ć jakie ś „przyj ę cie”. Brzmi to do ść g ó rnolotnie, a kojarzy mi si ę raczej z organizacj ą wieczornej nasiadówy przy stole w stylu imieninowym. Imieniny, urodziny czy rocznica nie s ą konieczne. Niemniej okre ś lenie wyra ź nej okazji w dzisiejszych czasach pomaga si ę zmotywowa ć do wyj ś cia z domu. Nie wiem, jak u Was, ale zauwa ż y ł am ostatnio w ś r ó d znajomych wyj ą tkowe os ł abienie motywacji w kwestii ruszania swoich czterech liter. Kiedy ju ż wszyscy powracaj ą ze swoich korporacji, poogarniaj ą swoje lofty, cha ł upy i apartamenta, porobi ą zakupy, prania, prace domowe i tysi ą ce innych rzeczy – najcz ęś ciej ju ż im si ę nie chce. Zwyczajnie marz ą o nic nie robieniu. Bez spinania si ę , specjalnego ubierania, wygl ą dania i inteligentnej konwersacji. Wymagania nie s ą tu wygórowane. Fotel, ewentualnie kanapa powinny wystarczy ć . I nie nale ż y tu doszukiwa ć si ę znamion lenistwa. O nie! Po ...

Wielkanoc - cuda i mazurki

Święta Wielkanocne anno domini 2013 już za mną. W ferworze przedświątecznym nie miałam niestety czasu na oddanie się frywolnym wariacjom kulinarnym, a tylko na pisanie takie sztywne, gazetowe i odarte z finezyjnych szpileczek i osobistych wycieczek. Z końcem miesiąca wena na szczęście mnie nie opuściła i teraz mogę – z tygodniowym już dystansem – dzielić się z Wami Wielkanocnymi doznaniami kulinarnymi. Przyznam się, że przed Świętami w kuchni się nie przemęczałam, choć nie próżnowałam całkowicie. Na Wielkanocnym stole mojej produkcji były tylko mazurki, pasztet i sernik. Resztę wspaniałości zapewniali gospodarze, czyli Maryla i Marek. Każde Święta są wyjątkowe. Jedne wspomina się przez lata, inne trwają chwilę i za nic nie można sobie później przypomnieć, który to rok. Nie wiem, czy te będziemy wspominać latami czy nie, ale z dzisiejszej perspektywy stwierdzam, że dawno takiego wypasu na stole nie było. Nie chcę tu absolutnie obniżać jakości poprzednich Świąt, zasłonię...