Przejdź do głównej zawartości

Posty

Świnoujście. Przyjemności

To będzie banalny wpis. Pomysł na niego przyszedł mi do głowy dziś rano, gdy zobaczyłam na plaży grupę zapaleńców ćwiczących karate. Między (opalonymi) paniami w bikini, panami w szorcikach dumnie prężącymi owłosione torsy i rodzinami z dziećmi, synchroniczna biała ekipa odziana w tradycyjne stroje wzbudzała nie lada ciekawość plażowej gawiedzi. W międzyczasie minęły mnie 3 małe grupki patyczaków, czyli entuzjastów nornic walking i pomyślałam sobie: ludziom tu dobrze. W końcu nie wszyscy przyjechali tu z dziećmi, nie wszystkim plaża służy wyłącznie do niewinnego smażenia boczków i pluskania się w słonej wodzie. Dla jednych przyjemnością jest obserwowanie swoich dzieci upaplanych po dziurki w nosie w piachu, ba nawet samo upaplanie, dla innych wypicie Browarka na ręczniku z widokiem na morze, albo po prostu aktywne spędzanie czasu na świeżym powietrzu. Szacuneczek dla tych ostatnich. Każdy ma prawo spędzać urlop jak lubi J No właśnie, wspominałam już wcześniej, że nie wyobra...

Świnoujście. Plażowo.

Nie jest dla nikogo zaskoczeniem, że będąc na wakacjach w odległości plus minus 20 km od morza, gdy tylko w telewizji pogodynka z długimi nogami oznajmi „będzie słońce!”, każdy pakuje dorobek życia, tobołek zarzuca na plecy i rozpoczyna krucjatę na plażę. Gdy już tam dotrze zwykle (z rozmysłem) wybiera miejsce spoczynku między grajdołkiem rodziny z 3 małych, rozkrzyczanych dzieci, 3 pań z uzdrowiska oraz rodziny z 2 kłócących się dzieci. Nowy plażowicz szybko rozpakowuje swój dobytek i zaznacza swoje terytorium, rozkłada kocyk, równiutko obok siebie dwa ręczniki, samo rozkładający się namiocik (hit sezonu), a wszystko ogradza parawanem lub dwoma. Niektórzy dodatkowo kopią fosę dokoła swojego zamku, aby jeszcze dobitniej zaznaczyć, gdzie kończy się przestrzeń sąsiada, a zaczyna moje królestwo. Potem dzielnie siedzi i pilnuje twierdzy. W końcu tak wiele energii włożył w jej budowanie. Urlop idealny… Przyjrzyjmy się jednak rodzinie z 3 małych, rozkrzyczanych dzieci. Rodzice najchęt...

Świnoujście. Bankiet w Hotelu Hampton by Hilton

Z pewnych ważnych powodów zaproszono mego męża z osobą towarzyszącą na oficjalne otwarcie Hotelu Hampton by Hilton w Świnoujściu. Osobą towarzyszącą oczyliwiście byłam ja. Uroczystość zbiegła się z rozpoczęciem Karuzeli Cooltury, czyli multidyscyplinarnego festiwalu kultury, wolnych myśli, ale i celebrytów.   Ci ostatni niezwykle   tłumnie przybyli na wspomnianą wyżej imprezę. Pierwszy raz w życiu już przed wejściem do lokalu przywitali mnie uprzejmi stewardzi oraz czerwony dywan, na końcu którego stała grupka fotografów, zwanych z włoska paparazzi z pół metrowymi lufami skierowanymi w każdego, kto choć odrobinę jest do kogokolwiek podobny. No ja podobna nie jestem, mój mąż także, więc zdjęcia zrobił nam tylko zaprzyjaźniony Robert i to jeszcze moim aparatem. Faktycznie przybyłe na imprezę znane osoby o twarzach znanych z telewizji, gazet czy innych przybytków pociechy   gawiedzi mogłabym wyliczać w dziesiątkach, ale skupię się tylko na moich ulubionych. Janusz Gajos,...

Fasolka z tajemniczego ogrodu

Fasolka z tajemniczego ogrodu Edyty i jej męża Na kilka dni stałam się posiadaczką klucza do magicznego ogrodu. Jego właścicielka dając mi klucz powiedziała, że mogę się poczęstować tym co dobre, a przede wszystkim zaprasza na fasolkę. W niedzielne popołudnie, między jednym deszczem a drugim postanowiłam wybrać się na spacer i odwiedzić ogród, o którym wiele słyszałam. Z początku klucz nie chciał otworzyć furtki, jakby bronił dostępu do swoich skarbów. Kiedy jednak zamek ustąpił ukazały mi się zielone zagony pełne dorodnych warzyw i owoców. Czego tam nie było! Zielony groszek z kusząco zaokrąglonymi strączkami, soczysta marchew, niemal błyszcząca w słońcu fasolka jasna, idealnie wysmukła fasolka zielona, filigranowe ogórki, bujne ziemniaki, krzaczaste selery, strzeliste pory, kształtne, okrągłe główki między ogromnymi liśćmi kapusty, kukurydza z rozwianymi na wietrze złotymi kłosami… A wszystkiemu przyglądały się wiecznie głodne nektaru pszczoły z uli ustawionych w ró...

Ogórki konserwowe

Sezon ogórkowy za pasem, wakacje w pełni, czas na kolejne danie z mojej letniej, słoikowej top listy. Rok temu, wczesną wiosną wsadziłam ogórki, ale zanim zdążyły się zaaklimatyzować w moim ogrodzie zjadły je drapieżne bestie potoczne zwane ślimakami. W tym roku również zaryzykowałam i się opłaciło. Mięczaki się zagapiły - rzuciły się na wysiane nieopodal aksamitki. Ogórki polubiły swoje miejsce i obdarowały mnie się obfitym owocem. Tym razem ogóreczki zrobiłam według przepisu Pani Joli - mojej sąsiadki, która mnie wspiera czasem, radą czy przepisem   i jak z piosenki „pożyczy zapałki, pól masła, kilo soli”. Ogórki małe, zielone, świeże układamy w litrowych słoikach. Do każdego słoika dodałam: Ząbek czosnku Gałązkę kopru (koniecznie z nasionami) Kilka ziaren pieprzu Kilka ziaren gorczycy Zalewa: 5 szklanek wody + 1 szklanka octu Na każdy litr  zalewy dodatkowo dodałam 2 łyżeczki cukru i 1 łyżeczka soli Wszystko gotujemy, zalewamy ogórki i zakr...

Nalewka na zielonych orzechach włoskich

Nic szczególnego. Orzechówka, zwana w mojej rodzinie likarstwem. Rzecz prosta, banalna rzekłabym nawet niesmaczna, lecz w chwilach uporczywego, upierdliwego i wkurzającego bólu części ciała zwanej brzuchem – zbawienna i skuteczna jak nic innego na świecie. Zielone orzechy włoskie dostałam od mamy (z jej ogrodu), spirytus nabyłam w sklepie. Do dużego słoja z IKEA pocięłam orzechy i zalałam litrem spirytusu ze szklanką zimnej wody mineralnej oraz potłuczone 3 migdały. Po 4 tygodniach należy zagotować 1/2 kg cukru ze szklanką dobrej wody. Ostudzić i dodać do nalewki. Zostawić na dobę. Odcedzić i zlać do butelek.

Arbuzowy wypas

Dziś małe wspomnienie ostatniego spotkania na tarasie. We trzy obmyślałyśmy nowy projekt warsztatów w naszych świetlicach wiejskich. Bezchmurne niebo, kawa, sorbet ananasowy, arbuz i burza mózgów. Dobre pomysły przychodziły do nas stadami. Czas zacząć działać :-) Arbuz kojarzył mi się z latem, pestkami i ufaflunieniem się sokiem od stóp do głów, póki nie wpadłam na pomysł potraktowania go jak miski :-) Teraz mogę go jeść na każdą okazję i mogę go jeść godzinami. Polecam szczególnie w upały na trawie.