Przejdź do głównej zawartości

Posty

Silva Rerum w Dąbrówce

W ostatni piątek zamiast na warsztaty decoupage, postanowiłyśmy z sąsiadkami odwiedzić nową restaurację Silva Rerum w Dąbrówce, w budynku obok Biedronki. Warsztaty były po prostu odwołane, a wieczór taki ciepły i spokojny, aż żal siedzieć w domu. Pierwsze wrażenie: wnętrze przyjemne, kameralne, nowocześnie urządzone, kilka stolików zajętych, kwiaty na każdym, czysto i przejrzyście. Zajęłyśmy stolik naprzeciwko baru. Menu zamiast na kartach, wisiało wypisane wielkimi literami nad barem. Pozycji nie za wiele, ale każdy znajdzie coś dla siebie. Coś dla zielonorękich – „zielone sałaty z plastrami kurczaka, filecikami pomidorów i parmezanem” 12,- Coś dla zupolubów– „krem brokułowy” 8,- Coś dla zdeklarowanych mięsożerców – „polędwiczki wieprzowe nadziewane serem gorgonzola z puree ziemniaczanym i warzywami” 26,- Coś dla fanów Italii – „makaron tagiatelle w sosie pomidorowo- warzywnym z serem gorgonzola” 17,- Coś dla łasuchów – „lody z syropem klonowym i miętą” 8,- To tylko wy...

Drożdżowe bułeczki z truskwakami

Moja mama potrafi ugotować i upiec wszystko. Już wcześniej na łamach tego bloga opiewałam jej niezwykłe zdolności kulinarne, w ubiegły łikend znów mnie uraczyła pysznościami. Tym razem zaczarował mnie drożdżowymi babeczkami nadzianymi truskawkami albo rabarbarem. Jednym słowem sezon na truskawki w moim domu został oficjalnie otwarty. Poniższy przepis spisałam siedząc na ławeczce pod orzechem w ogrodzie zajadając bułeczki.   4 jajka Pól szklanki cukru 2 szklanki mleka rtochę mąki 10 dg drożdży 1 paczka margaryny Wszystko wymieszać w jednej misce. Przykryć ściereczką i zostawić w ciepłym miejscu na pół dnia. Dodać około 1 kg przesianej mąki. Wyrabiać rękami do momentu, kiedy ciasto odrywa się samo od ręki. Zostawić znów do wyrośnięcia. Rozwałkować, wycinać kółka szklanką. Każdy placek smarować roztrzepanym jajkiem, układać nadzienie, sklejać i układać sklejeniem w dół. Wierzch bułeczki także posmarować rozmąconym jajkiem. Po upieczeniu można je polukrować. Nadzie...

Czekolada na dzień matki

Dziś s pecjalność na dzień mamy, mamusi i mamci. Bardzo chciałam zrobić coś wyjątkowego. Może brzmi to zbyt górnolotnie, ale naprawdę chciałam wykombinować coś, czego ja jeszcze nie robiłam, ale i coś, czego mama jeszcze nigdy nie dostała. Gdy tylko dowiedziałam się o warsztatach czekolady organizowanych w Łodzi, od razu zapisałam mamę. A gdy tylko zaczęłam czytać program szkolenia, zapisałam i siebie. ü   temperowanie czekolady (3 metody); ü   tworzenie musów na bazie czekolady, ziół i przypraw; ü   przygotowanie baz do deserów ü   aranżacja deserów na talerzu i w szkle ü   Brownie ü   Trufle ü   Pralina formowana Warsztaty organizują „Gastronomia na Obcasach” oraz Akademia Czekolady Barry Callebaut. Jak wrócę to wszystko Wam opowiem. Warsztaty jednak są dopiero za miesiąc, a dzień matki jutro. Postanowiłam zrobić coś jeszcze, dać jej namiastkę warsztatów, hand made: „czekoladkę po palędzku”. Najpierw w kąpieli wo...

Twaróg perfekcyjny

Wreszcie mi się udało zrobić twaróg idealny i jestem z siebie dumna. Nastawiłam 4 litry mleka (prawdziwego) w dużym garnku do zsiądnięcia. Przykryłam „trochę” przykrywką – zostawiłam szparkę J Po 3 dniach zdjęłam z wierzchu delikatnie śmietanę. Czwartego dnia, kiedy mleko już było kwaśne i bardzo gęste delikatnie postawiłam na piecu do podgrzania (na bardzo małym ogniu). Nie mieszałam, tylko co jakiś czas kręciłam garnkiem i przechylałam, aby oddzielająca się serwatka się pomieszała. Po około 30 minutach metodą organoleptyczną stwierdziłam, że już jest ok. Teraz delikatnie łyżką cedzakową przełożyłam ser na sito. I gotowe J Wyszła idealna konsystencja, zapach, smak… Wszystko takie jak miało być. Na zdjęciu kanapka z twarogiem, lekko posolona, popieprzona i rzodkiewką z mojego ogródka :-) Idealne śniadanie na upalny poranek. Minam mniam

Najlepsza wiosenna, młoda kapusta

Tak to już u mnie bywa, że gdy mi coś zapachnie, albo wpadnie pomysł do głowy, nie umiem się od niego odpędzić. Tak było wczoraj z kapustą. Na etykiecie było napisane „kraj pochodzenia: Polska”, ale pewna nie jestem skąd ona do nas przyjechała. Gdy tylko ją zobaczyłam na straganie – oczami wyobraźni zobaczyłam ją także w garnku. Uwielbiam młodą kapustę! A tylko wiosną wychodzi taka smaczna. W moim domu zawsze na wiosna była i jest hitem, a na drugi dzień prawie nigdy nic nie zostaje. Zwróciłam na nią uwagę pewnie podświadomie, bo dwa dni wcześniej przepis na tą właśnie potrawę wypadł mi z jakiejś książki. Przepis „na szybko” spisany na małej karteczce podczas oglądania „Podróży Kulinarnych Roberta Makłowicza”.   Takich karteczek w różnych książkach mam sporo. Podobno program ten w telewizji nadawany jest od 1998 roku. Można by powiedzieć, że na nim uczyłam się gotować J   Wczoraj wykorzystałam: 2 główki młodej kapusty 4 kiełbaski frankfurterki (ale może być inne...

Pomidory suszone w majowym słońcu

Najpierw uśmiechnęły się do mnie pomidory na straganie. Do tego pachniały jak pomidory, każdy miał ogonek   i zachęcał do kupienia. Potem wyszło cudowne słońce. Cały dzień bezchmurne niebo. Nie pozostało mi nic innego, jak tylko rozpocząć sezon słoikowy. Pokrojone w cienkie plasterki pomidory, wystawiłam na cały dzień na słońce, a wieczorem, już suche zamknęłam je słoikach. Zalałam je oliwą, dodałam po świeżym listku bazylii, ząbek czosnku i już. Niestety nie wytrzymałam i od razu jeden słoiczek przerobiłam na pastę. Pasta pasuje idealnie do grzanek. Powiem więcej, nie wyobrażam sobie niedzielnego grilla bez pasty z suszonych pomidorów. Uwielbiam przed obiadem zrumienić kawałek pełnoziarnistego chleba, troszkę pasty i szamać J Jest to jeden z moich najulubieńszych smaków EVER. 1 słoiczek suszonych pomidorów 3 gałązki zielonej natki pietruszki 1 ząbek czosnku Oliwa Wszystko miksujemy i gotowe. Niebo w gębie. Na jeden słoiczek potrzeba około 3 całych pomidorów. ...

Podróż do Monachium. Lokale

Ostatnia pocztówka z Monachium. Zwiedzałam sobie, spacerowałam, ale odwiedzałam także okoliczne lokale. Czasem przycisnął mnie głód nie tylko wrażeń i duchowych doznań, ale także ten zwyczajny, fizyczny. Wtedy najczęściej na mojej drodze wyrastał jakiś lokal, uśmiechał się do mnie, kusił zapachami i zachęcał do wejścia. Pierwszego dnia trafiłam do restauracji " hunsinger in der Neuen Pinakothek " . Spokojne, przepiękne miejsce obok miejskiej fontanny. Dzień był gorący, więc ludzie zatrzymywali się, moczyli nogi, chwilę odpoczywali i szli dalej. Właśnie tam siedząc i obserwując ludzi, stwierdziłam, że chętnie bym zamieszkała w tym mieście. Może kiedyś… Drugiego dnia weszłam do zatłoczonej gospody „Zum Franzistaner” obok Residenz Muzeum. Tam postanowiłam zjeść coś lokalnego. Nie jestem najlepsza w niemieckim, więc nie za bardzo zrozumiałam co jest napisane w menu. Znalazłam jednak pozycję „die tradition im Franziskaner” – brzmiało obiecująco. Jednym słowem randka w ciem...