Przejdź do głównej zawartości

Posty

Ryżowe memło

 Nie zamawiam w lokalach ryżu. No może czasem zamiast ziemniaków, ale jako osobne danie to chyba mi się jeszcze nie zdarzyło. Wydaje mi się taki pospolity. Taki oczywisty. Taki prosty do zrobienia. Jak idę do restauracji, to oczekuję czegoś wykwintnego. Czegoś, czego nie chce mi się samej gotować albo nie umiem. Ewentualnie coś, czego jeszcze nie jadłam, choć takich rzeczy jest coraz mniej. Przynajmniej w naszej części świata. Za to w domu często gotuję ryż. Jest częstym dodatkiem zup i innych dań. Najpopularniejszym jednak daniem w mojej kuchni jest ryż z tym, co jest aktualnie w lodówce. Nie sposób podać tu jakiegokolwiek przepisu, bo za każdym razem pod rękę nawinie mi się coś innego. Najpierw zwykle gotuję ryż (al dente), potem łączę go ze smażonką na patelni. Doprawiam i wszyscy szamią ruszając uszami. Danie to potocznie i pieszczotliwie nazywa się u nas „memło”. W niektórych lokalach zwą je risotto. Smakuje dość podobnie. Ale jakby tańsze. Dziś nieco zmodyfikowałam...

Lemoniada z podrobami

  Lemoniada z podrobami   Mamo, to jest pyszne. Wiesz, bo z podrobami. Z czym? Gotowane z sercem. ******** Bacznie śledzę ogłoszenia, gdzie i kiedy w okolicy przyjeżdżają foodtrucki, czyli mobilne garkuchnie. Lubimy większe i mniejsze zloty, gdzie można trochę się pozastanawiać, na co dziś mają ochotę moje kubki smakowe. Która buda dziś się do mnie uśmiechnie. Zapach jakiej potrawy mnie skusi. Foodtrucki ostatnio stały się bardzo popularne, a za każdym razem, gdy parkują gdzieś w okolicy pakujemy się rodzinnie i jedziemy żreć. Tak. To nie jest degustacja, ani smakowanie, to jest wielkie żarcie. Nigdy głodni nie opuściliśmy takiego pikniku, najczęściej ledwo się z nich wykulaliśmy. A co na temat smaków. Nie jest to może fine dining, ale nigdy zawiedziona nie byłam. Ba, kilka razy byłam nawet zachwycona. A hamburger ze zlotu w Zbąszyniu nadal jest mojej top liście tych potraw. Tym razem wyczaiłam foodtrucki w Luboniu. Pojechaliśmy w trójkę.   Samochod...

O miodzie i pszczołach

Przeprowadziłam ostatnio wywiad z fantastyczną rodziną pszczelarzy Teresą i Michałem Bartkowiakami z Konarzewa. Ale było sympatycznie, choć niczego nie konsumowaliśmy i nie wąchaliśmy, wszem i wobec unosił się słodki zapach miodu. Wszak rozmawialiśmy o pszczołach i miodzie. Ale było smacznie. Wywiad ukazał się na www.pulsgminy.pl oraz w grudniowym wydaniu miesięcznika Puls Gminy. Do poczytania. *** Gmina miodem płynąca Dziś smaczny temat. Nie wyobrażam sobie Świąt Bożego Narodzenia bez miodu. No bo jak przygotować kutię, pierniki czy makowce bez tego tradycyjnego dodatku. W związku z tym, że Święta za pasem, zapraszam do poczytania o pszczołach i miodzie. *** Czy wiecie, że w Gminnym Kole Pszczelarzy w Dopiewie zarejestrowanych jest 20 pasiek pszczelich, w których stoi 1.081 uli. W kolejnym roku może zostać zarejestrowanych kolejne 4 pasieki. - W tym roku zbiory były lepsze niż w roku ubiegłym, ale należy pamiętać że ubiegły rok był wyjątkowy zły. – Mówi Ryszard...

Gwiazdeczka przekładana

W pewnym momencie samo gotowanie stało się dla mnie rzeczą banalną. Oczywistą i nie budzącą większych emocji. Odtwarzanie różnych, choćby bardzo pracochłonnych i wyszukanych przepisów przestało mnie fascynować.  Dlatego za każdym razem, gdy trafię na coś oryginalnego oczy zaczynają mi się śmiać. Nie jestem wirtuozem w kuchni. Moja baza wiedzy pochodzi skądś. Sama zwykle nie wymyślam przepisów, ale inspirują mnie inni. Sieć jest nieoceniona. Mam w zasięgu ręki i wzroku tak wiele inspiracji, że właściwie się  nie nudzę. Tak i było tym razem. W sumie banalne, a musiałam to wykonać natychmiast po zobaczeniu.  Troszkę zmodyfikowałam to co zobaczyłam, ale idea pozostała. W oryginale jest ciasto na pizzę i nutella, w mojej wersji ciasto, domowe powidła śliwkowe i domowy krem orzechowo- kakaowo- daktylowy. Pewnie można by poeksperymentować z innym ciastem np. filo. Na pewno do tego wrócę i to już niebawem. Wyszło smacznie, ale wierzę, że można to zrobić jeszcze lep...

Nadziewany kwiat cukinii w cieście

Kwiat cukinii (i dyni) z fetą i suszonymi pomidorami w cieście Latem gotuję mniej. A kiedy moi rodzice zabierają dzieci na wakacje na dwa tygodnie, to jak nie muszę, to nie robię nic. To taki czas kiedy dziwi cisza w domu. Można spać ile się chce. Znów przez chwilę człowiek jest Panem swojego losu. Na początku cisza jest nieznośna, ale z czasem się przywyka do tego, że nikt nie zakłóca spokojnego toku myśli i zdarzeń. Jakoś w tym czasie wszystko zwalnia. Oprócz tego, że mi się zwyczajnie nie chce, to rzeczy jakby same z siebie miały świadomość, że nie jest ich czas i nie trują d… I telefon mniej dzwoni. Dziwne uczucie. Wakacje. Nie gotuję, nie przerabiam, nie piekę, no chyba, że dostanę prezent w postaci wiaderka czereśni czy ogórków, albo mnie coś najdzie. Właśnie mnie naszło. Tradycyjnie na kompoście posadziłam co miałam pod ręką. W tym roku najbliżej ręki były ziarenka dyni, kabaczka i takich małych, dyniowatych ozdobnych. Tak naprawdę nie miałam pojęcia czy coś...

Po jasnej stronie garnka. Pean pochwalny

Nadal nie wiem czy jest wart swojej ceny. Nie wiem czy jest w stanie zaspokoić wszystkie moje zachcianki. Nie wiem czy jest aż tak genialny jak dziewczyny mówią. Niemniej od miesiąca dość mocno mnie intryguje i fascynuje. A pomyśleć, że jeszcze pół roku temu nawet o  nim nie słyszałam. Pierwszy raz spotkałam się z nim na warsztatach w Palędziu, gdzie Justyna Sobota opowiadała o dietach, beztłuszczach, bezpszenicach i innych cudach. Wtedy mnie tąpnęło na jego punkcie, ale nie kupiłam. Dopiero ostatnio postanowiłam się szarpnąć i nabyć to cudo, które tylko nie piecze i nie smaży naleśników. Póki co korzystamy z przepisów, ale uczę się i czasem kombinuję. Uczę się. Skubany naprawdę ułatwia życie i oszczędza czas. Póki co oszalałam na jego punkcie nie tylko ja ale i mój starszy syn. Chce mi pomagać w gotowaniu i wręcz żąda, żeby używać właśnie jego i wbudowanej książki kucharskiej. Mam już czarne wizje, że moja starsza latorośl zwyczajnie nie będzie za kilka lat umiała u...

Migdałowy kruchy placek ze śliwkami

Ostatnio rzadziej piekę ciasta. Właściwie piekę wyłącznie, gdy spodziewam się gości lub wiem, że zjem je z kimś jeszcze. Myśl o tym, że całą blaszkę ciasta będę musiała wsunąć sama jakoś mnie nie pociąga. Mój współspacz nie jest maniakiem słodkiego, dzieciom raczej ograniczam cukier, a przecież zjeść trzeba. Zmarnować się nie może. Plackowi ze śliwkami w szczycie obfitości jednak nie mogłam się oprzeć. I upiekłam ciasto głównie dla siebie, tłumacząc się oczywiście rodzinie, że to wszystko dla nich. Nie, nie zjadłam całego placka sama. Ale wiele nie brakowało. Na szczęście pozostałym domownikom też smakował i mi solidarnie pomagali pałaszować. Zainspirował mnie przepis na www.kwestiasmaku.com. Intuicja mi jednak podpowiedziała, jak zmienić przepis i sprawić, by kruche ciasto było jeszcze bardziej migdałowe. Jak zawsze jej posłuchałam i nie pożałowałam. Śliwki węgierki idealnie komponują się z migdałami. Może nawet lepiej niż jabłka z mięta albo wiśnie z czekoladą. K...