Przejdź do głównej zawartości

Posty

O miodzie i pszczołach

Przeprowadziłam ostatnio wywiad z fantastyczną rodziną pszczelarzy Teresą i Michałem Bartkowiakami z Konarzewa. Ale było sympatycznie, choć niczego nie konsumowaliśmy i nie wąchaliśmy, wszem i wobec unosił się słodki zapach miodu. Wszak rozmawialiśmy o pszczołach i miodzie. Ale było smacznie. Wywiad ukazał się na www.pulsgminy.pl oraz w grudniowym wydaniu miesięcznika Puls Gminy. Do poczytania. *** Gmina miodem płynąca Dziś smaczny temat. Nie wyobrażam sobie Świąt Bożego Narodzenia bez miodu. No bo jak przygotować kutię, pierniki czy makowce bez tego tradycyjnego dodatku. W związku z tym, że Święta za pasem, zapraszam do poczytania o pszczołach i miodzie. *** Czy wiecie, że w Gminnym Kole Pszczelarzy w Dopiewie zarejestrowanych jest 20 pasiek pszczelich, w których stoi 1.081 uli. W kolejnym roku może zostać zarejestrowanych kolejne 4 pasieki. - W tym roku zbiory były lepsze niż w roku ubiegłym, ale należy pamiętać że ubiegły rok był wyjątkowy zły. – Mówi Ryszard...

Gwiazdeczka przekładana

W pewnym momencie samo gotowanie stało się dla mnie rzeczą banalną. Oczywistą i nie budzącą większych emocji. Odtwarzanie różnych, choćby bardzo pracochłonnych i wyszukanych przepisów przestało mnie fascynować.  Dlatego za każdym razem, gdy trafię na coś oryginalnego oczy zaczynają mi się śmiać. Nie jestem wirtuozem w kuchni. Moja baza wiedzy pochodzi skądś. Sama zwykle nie wymyślam przepisów, ale inspirują mnie inni. Sieć jest nieoceniona. Mam w zasięgu ręki i wzroku tak wiele inspiracji, że właściwie się  nie nudzę. Tak i było tym razem. W sumie banalne, a musiałam to wykonać natychmiast po zobaczeniu.  Troszkę zmodyfikowałam to co zobaczyłam, ale idea pozostała. W oryginale jest ciasto na pizzę i nutella, w mojej wersji ciasto, domowe powidła śliwkowe i domowy krem orzechowo- kakaowo- daktylowy. Pewnie można by poeksperymentować z innym ciastem np. filo. Na pewno do tego wrócę i to już niebawem. Wyszło smacznie, ale wierzę, że można to zrobić jeszcze lep...

Nadziewany kwiat cukinii w cieście

Kwiat cukinii (i dyni) z fetą i suszonymi pomidorami w cieście Latem gotuję mniej. A kiedy moi rodzice zabierają dzieci na wakacje na dwa tygodnie, to jak nie muszę, to nie robię nic. To taki czas kiedy dziwi cisza w domu. Można spać ile się chce. Znów przez chwilę człowiek jest Panem swojego losu. Na początku cisza jest nieznośna, ale z czasem się przywyka do tego, że nikt nie zakłóca spokojnego toku myśli i zdarzeń. Jakoś w tym czasie wszystko zwalnia. Oprócz tego, że mi się zwyczajnie nie chce, to rzeczy jakby same z siebie miały świadomość, że nie jest ich czas i nie trują d… I telefon mniej dzwoni. Dziwne uczucie. Wakacje. Nie gotuję, nie przerabiam, nie piekę, no chyba, że dostanę prezent w postaci wiaderka czereśni czy ogórków, albo mnie coś najdzie. Właśnie mnie naszło. Tradycyjnie na kompoście posadziłam co miałam pod ręką. W tym roku najbliżej ręki były ziarenka dyni, kabaczka i takich małych, dyniowatych ozdobnych. Tak naprawdę nie miałam pojęcia czy coś...

Po jasnej stronie garnka. Pean pochwalny

Nadal nie wiem czy jest wart swojej ceny. Nie wiem czy jest w stanie zaspokoić wszystkie moje zachcianki. Nie wiem czy jest aż tak genialny jak dziewczyny mówią. Niemniej od miesiąca dość mocno mnie intryguje i fascynuje. A pomyśleć, że jeszcze pół roku temu nawet o  nim nie słyszałam. Pierwszy raz spotkałam się z nim na warsztatach w Palędziu, gdzie Justyna Sobota opowiadała o dietach, beztłuszczach, bezpszenicach i innych cudach. Wtedy mnie tąpnęło na jego punkcie, ale nie kupiłam. Dopiero ostatnio postanowiłam się szarpnąć i nabyć to cudo, które tylko nie piecze i nie smaży naleśników. Póki co korzystamy z przepisów, ale uczę się i czasem kombinuję. Uczę się. Skubany naprawdę ułatwia życie i oszczędza czas. Póki co oszalałam na jego punkcie nie tylko ja ale i mój starszy syn. Chce mi pomagać w gotowaniu i wręcz żąda, żeby używać właśnie jego i wbudowanej książki kucharskiej. Mam już czarne wizje, że moja starsza latorośl zwyczajnie nie będzie za kilka lat umiała u...

Migdałowy kruchy placek ze śliwkami

Ostatnio rzadziej piekę ciasta. Właściwie piekę wyłącznie, gdy spodziewam się gości lub wiem, że zjem je z kimś jeszcze. Myśl o tym, że całą blaszkę ciasta będę musiała wsunąć sama jakoś mnie nie pociąga. Mój współspacz nie jest maniakiem słodkiego, dzieciom raczej ograniczam cukier, a przecież zjeść trzeba. Zmarnować się nie może. Plackowi ze śliwkami w szczycie obfitości jednak nie mogłam się oprzeć. I upiekłam ciasto głównie dla siebie, tłumacząc się oczywiście rodzinie, że to wszystko dla nich. Nie, nie zjadłam całego placka sama. Ale wiele nie brakowało. Na szczęście pozostałym domownikom też smakował i mi solidarnie pomagali pałaszować. Zainspirował mnie przepis na www.kwestiasmaku.com. Intuicja mi jednak podpowiedziała, jak zmienić przepis i sprawić, by kruche ciasto było jeszcze bardziej migdałowe. Jak zawsze jej posłuchałam i nie pożałowałam. Śliwki węgierki idealnie komponują się z migdałami. Może nawet lepiej niż jabłka z mięta albo wiśnie z czekoladą. K...

Śliwkobranie

Przyznaję. Dżemy najczęściej robię z Żelfixem. Czasu coraz mniej, a tak strasznie zawsze mi było żal owoców, które odparowują. Do tego człowiek się nie narobi. A dzieci kochają dżem truskawkowy. Jednak, gdy nachodzi sezon śliwkowy, a raz na kilka lat nadchodzi, to znów staję się kulinarną tradycjonalistką i dłuuuuugo, baaaaaaardzo długo smażę powidła. Bo węgierki inaczej nie smakują. Po prostu. Dżem węgierkowy z żelfixem jest jakiś taki pospolity, wręcz niesmaczny. Poza tym tylko prawdziwe powidła można włożyć jako warstwę do tortu albo w andruty. Sezon na węgierki u taty w sadzie jest co kilka lat. Pomimo, że rośnie tam pięć śliw, to solidarnie owocują co dwa – trzy lata. Wszystkie moje węgierkowe zapasy dawno temu się już skończyły, więc tym razem rzuciłam się na śliwki jak w amoku. Miałam poczucie, że jeśli nie przerobię wszystkiego, to znikną, zepsują się, zmarnują… A przecież nie mogę do tego dopuścić. Tatowe śliwki są tak słodkie, że docukrzam tylko do smaku. J...

Sałatka z pieczonym camembertem

Będąc na wywczasach lubię zjeść czasem w knajpie coś, czego albo dawno nie jadłam, albo nie jadłam wcale. Tym razem w weekend zawitałam do Szklarskiej Poręby. Było łażenie po górach, śniadanie z widokiem na Śnieżne Kotły, oddychanie pełną piersią, wizyta w naszym ulubionym schronisku i tradycyjne zakwasy. Ale były i nieodłączne wizyty w lokalach, które przyznaję się, bardzo lubię. Trzy wizyty i trzy smaczne dania. Pierwsza była sałatka z pieczonym camembertem. Zaskakująca i pyszna. Mieszanka sałat z dodatkiem orzechów włoskich, świeżego pomidora, cebuli krojonej w cienkie plastry, suszonej żurawiny, polane balsamico z gorącym, pieczonym camembertem rozlewającym się i ciągnącym… Po powrocie do domu, żyjąc wciąż wspomnieniem gór postanowiłam odtworzyć, acz zmodyfikować przepis. Moja sałatka. Na mieszance sałat świeży ogórek, suszone pomidory, balsamico i pieczony camembert. Wyszło równie dobre, a może i lepsze. Proste i szybkie, wręcz wykwintne. Tak czy inaczej...