Przejdź do głównej zawartości

Posty

Sernik najlepszy

Jednym z pierwszych wpisów na tym blogu było wspomnienie imienin. Nie były to pierwsze rodzinne imieniny, na jakich byłam i nie będą ostatnimi. Nie bywam na nich często, za to cyklicznie i właściwie od lat wciąż u tych samych osób. Właśnie wróciłam z imienin mamy. Menu jak zawsze było imponujące, na ciepło, na zimno, do zakąszania i chrupania. Znów poczułam się jak w kulinarnym raju. Ale zdecydowanie był najlepszy i powalił mnie na kolana sernik. Tak dobrego sernika naprawdę dawno nie jadłem i innego przepisu w życiu już nie użyję. Teraz na całej wsi, na całej gminie, a może i na całym powiecie będę znana z robienia najlepszego albo jeszcze lepszego sernika :-) Przepis pochodzi od psiapsiółki mojej mamy, która jako naprawdę dobra psiapsiółka wsparła w potrzebie dotąd pilnie strzeżoną recepturą. Teraz ja, troszkę jako szpieg z krainy deszczowców, a może nawet Żulian A. ujawniam światu sekret prosto z ul. Aleksandrowskiej 110 w Łodzi. Chwała Pani Krysi po wieczne czasy :-) Sernik ...

Rogale Świętomarcińskie i piwoszki

Skoro w niedzielę świętego Marcina, czyli imieniny mojego dziadka, a ja od kilku lat goszczę w Pyrlandii, nie mogło zabraknąć w moim menu na 11 listopada rogali. Postanowiłam skrzyknąć się z moimi wspaniałymi gospodyniami i upiec je w towarzystwie w kuchni przy świetlicy w Palędziu. Okazało się, że wśród nas jest także jeden uzdolniony gospodarz i piekł razem z nami. W menu dzisiejszego wieczoru były więc rogale prawie świętomarcińskie (bo z nadzieniem z nie- białym makiem) oraz rogaliki piwoszki. Ciasto robiłam pod czujnym okiem Pani Joli, która jako doświadczona gospodyni robi najlepsze ciasto z wody jakie dotąd jadłam. Ciasto z wody: 75 gr drożdży pół szklanki ciepłego mleka pół szklanki cukru ½ kg mąki pszennej 3 jajka 1 kostka margaryny (wybrałam Kasię) Nadzienie do rogali: 200 gr maku (Najlepiej białego. Tym razem mi się nie udało takiego dostać, więc użyłam ciemnego maku. W zeszłym roku kupowałam go w Chacie Polskiej w Dopiewie.) szklanka mleka 1/3...

Klasyczna sałatka warzywna

Jest to jedna z najbardziej czasochłonnych potraw jakie zwykłam robić. Lubię robić potrawy szybkie, ale dla klasycznej sałatki warzywnej mogę poświęcić i pół dnia na krojenie, ciachanie, smakowanie i mieszanie. Najczęściej biorę udział w jej w przyrządzaniu przy różnych okazjach u mojego teścia. Jest to danie tradycyjne na imieniny, spotkania rodzinne, święta, pogrzeby, wesela, po prostu zawsze. Za każdym razem, kiedy zabieram się do niej, obiecuję sobie, że tym razem zrobię mniej niż ostatnio. Nigdy mi się to nie udaje, a minimalna ilość zawsze jest większa niż dwie pełne miski. Życie ;-) 3 ziemniaki ugotowane w mundurkach 3 marchewki ugotowane w mundurkach 2 pietruszki ugotowane w mundurkach 1 seler ugotowane w mundurkach Puszka zielonego groszku 3 małe cebule 4 jajka ugotowane na twardo Słoik kiszonych ogórków Majonez Sól, pieprz Ugotowane warzywa - obrać, ogórki kiszone - obrać, jajka – obrać, cebulę – obrać. Wszystko pokroić w drobną kostkę. Dodać odc...

Kiszona kapusta znów mi pachnie

Siedzę na posiedzeniu komisji X w Urzędzie Gminy i pilnuję dyktafonu. Już nawet nie słucham na jaki temat kłócą się zebrani. Gdzieś z tyłu głowy znów zamajaczyła mi kiszona kapusta i już nie mogę się skupić na kocopołach tu prezentowanych. Ehhh Przypomniało mi się, że mam zamrożone w domu jeszcze pierogi z kapustą i grzybami. Prawie się modlę, żeby jak najszybciej się skończyły te pogaduchy, bo głodna jestem! Jak wilk!

Roladki drobiowe nadziewane kiszoną kapustą i pieczarkami

Jestem skłonna uwierzyć w to, że organizm, ciało znaczy, daje właścicielowi znaki. Może nie są to znaki tak widoczne jak te indiańskie (dymne) czy te praktykowane za czasów młodości przez mojego brata - objawiające się szturchaniem MNIE, ale jednak daje. I każdy choć odrobinę zaprzyjaźniony ze swoim ciałem może je dostrzec. Sąsiada długo bolał "brzuch" zanim odkrył, że ma wrzody na żołądku, innemu w brzuchu po prostu burczy, mnie się to objawia tak zwanymi „chętkami”. Chodzę po domu mam na coś chętkę. Takie niby nic, ale nie daje się zignorować.  Nie znaczy, że jestem głodna, ale brakuje mi jakiegoś smaku.  Najczęściej brakuje mi smaku słodkiego lub kwaśnego.O statnio jakby bardziej właśnie kwaśnego. Zima idzie, organizm domaga się witaminy C. Postanowiłam go posłuchać. Do tego byłam u Pań z Koła Gospodyń Wiejskich w Trzcielinie na pokazowej lekcji kiszenia kapusty i już nic więcej mi nie smakowało bez niej. Była więc kiszona kapusta w surówce, w pierogach, na ...

Jabłka z dziurką w cieście

Sezon na jabłka w pełni. Mam już w butelkach sok i w słoikach mus jabłkowy. Jednak końca zbiorów nie widać, więc zaczynam robić mniej oczywiste rzeczy, co by żaden z tony owoców się nie zmarnował. W sobotnie popołudnie zaproponowałam mojej rodzinie deser z jabłkiem w roli głównej. Jabłka – szare renety, w sklepach prawie niedostępne, prosto z sadu mojego teścia, ogromne,   kruche, słodkie i pyszne. Najpierw je obrałam ze skórki. Specjalnym narzędziem wyroiłam gniazda nasienne - nożem jeszcze nie potrafię takich cudów wyczyniać. Pokroiłam w cienkie plastry. Zrobiłam ciasto naleśnikowe, tylko bardzo gęste. (mąka pełnoziarnista, 1 jajko, mleko, szczypta soli, łyżeczka oleju). Jabłka obtaczałam ciastem i smażyłam chwilę na patelni. Całość posypałam przesianym przez małe sitko cukrem pudrem.   Deser bardzo szybki i na każdą okazję. Mniam.

Placki ziemniaczane...

Wczoraj zadzwoniła Ania. Opowiedziała mi o tym, że zaprosili ją na obiad sąsiedzi. Na obiad były placki ziemniaczane. Natychmiast je sobie wyobraziłam, z gulaszem i kwaśną śmietaną. Albo ze śmietaną i cukrem. Albo ze śmietaną i dżemem. Albo z samą śmietaną. Musiałam być strasznie głodna, bo zaczęłam fantazjować na ten temat. Przypomniały mi się   po kolei najlepsze placki ziemniaczane jakie w życiu jadłam… Największy – w rozmiarze XXXL, super pyszny placek po węgiersku jedliśmy w Karpaczu. Nie pamiętam nazwy lokalu, nie pamiętam lokalizacji. Na swoje usprawiedliwienie mam tyle, że byłam wtedy zakochana na zabój i niewiele mnie obchodził świat dookoła. Pamiętam, że było to piękne, letnie popołudnie. Trafiliśmy całkiem przypadkiem do lokalu na rogu, w stylu cioci Krysi. Byliśmy jedynymi gośćmi. Wybraliśmy stolik w 2 sali, jeszcze bardziej pustej niż pierwsza. Czemu zamówiłam placek po węgiersku nie wiem, ale jadłam go chyba godzinę. We wspomnieniach mi został ogromny talerz, m...