piątek, 20 listopada 2015

O miodzie i pszczołach


Przeprowadziłam ostatnio wywiad z fantastyczną rodziną pszczelarzy Teresą i Michałem Bartkowiakami z Konarzewa. Ale było sympatycznie, choć niczego nie konsumowaliśmy i nie wąchaliśmy, wszem i wobec unosił się słodki zapach miodu. Wszak rozmawialiśmy o pszczołach i miodzie. Ale było smacznie.

Wywiad ukazał się na www.pulsgminy.pl oraz w grudniowym wydaniu miesięcznika Puls Gminy.
Do poczytania.

***

Gmina miodem płynąca

Dziś smaczny temat. Nie wyobrażam sobie Świąt Bożego Narodzenia bez miodu. No bo jak przygotować kutię, pierniki czy makowce bez tego tradycyjnego dodatku. W związku z tym, że Święta za pasem, zapraszam do poczytania o pszczołach i miodzie.

***
Czy wiecie, że w Gminnym Kole Pszczelarzy w Dopiewie zarejestrowanych jest 20 pasiek pszczelich, w których stoi 1.081 uli. W kolejnym roku może zostać zarejestrowanych kolejne 4 pasieki.
- W tym roku zbiory były lepsze niż w roku ubiegłym, ale należy pamiętać że ubiegły rok był wyjątkowy zły. – Mówi Ryszard Pawelec, gminny radny, Prezes Gminnego Koła Pszczelarzy, członek Zarządu Wojewódzkiego Związku pszczelarzy. – W tym roku średni zbiór to 18 kg. Tak słabe zbiory spowodowane są przez tegoroczną suszę. Pszczelarstwo jest w 100% zależne od rolnictwa. Jeśli w rolnictwie jest źle od razu przekłada się to na zbiory miodu.
Ostatnio głośno było o chorobach i wymieraniu pszczelich rodzin. Pan Prezes dementuje te informacje - W naszej gminie nie było przypadków masowego wymierania pszczół. Nasi pszczelarze dobrze dbają o higienę w ulach. A choroby zdarzają się zawsze, ale nie dziesiątkują u nas pszczół.

Porozmawiajmy o pszczołach i miodzie
Sezon na zbiór miodu już się zakończył, pszczelarze mogą odpocząć. Korzystając z chwili wytchnienia postanowiłam odwiedzić jedną z gminnych pasiek i spokojnie porozmawiać o jego zaletach.
O pszczołach i miodzie rozmawiałam z Teresą i Michałem Bartkowiak, którzy razem prowadzą pasiekę „Miody Bartkowiaka” w Konarzewie i okolicach.

Agnieszka Wilczyńska: Skąd w Państwa życiu wzięły się pszczoły?
Teresa Bartkowiak: W moim życiu były zawsze w postaci miodu, bo od zawsze byłam zapaloną miodożerczynią. Zawsze lubiłam czytać książki, zawsze przy nich towarzyszył mi jakiś przysmak, najczęściej chrupki z miodem. Od dziecka znałam każdy rodzaj miodu, marzyła mi się pasieka, pszczoły i lawendowe pola. Ale dopiero, gdy poznałam Michała pszczoły zagościły w moim życiu naprawdę.
Michał Bartkowiak: Pszczoły były od zawsze. Pasieka jest pokoleniowa. Pierwszy pszczołami zainteresował się mój dziadek Jan, który zakładał Koło Pszczelarzy w Dopiewie. Potem pszczołami zainteresował się mój tata i jego brat i skupili się na pozyskiwaniu mleczka pszczelego. Zawsze pomagałem przy pasiece. Potem nie miałem kontaktu z pszczołami. Nie wiązałem z nimi swojej przyszłości. Zająłem się fotografią. Pasja pszczelarska obudziła się we mnie w 2011 roku. Zaczęło się od czterech uli na próbę. Potem dokupiłem kolejnych 20 i tak się zaczęło. Nasza pasieka liczy teraz 80 rodzin pszczelich. Jest to pasieka średniej wielkości. Większość z nich stacjonuje lub jest rozwożona w okolicach lasów Wielkopolskiego Parku Narodowego. Tam korzystamy z pożytków akacjowego, częściowo lipowego oraz wielokwiatowego. Wozimy ule także na pożytek rzepakowy, ale to zależy gdzie jest wysiany. Te ule, które mamy u siebie w ogródku korzystają z każdego kwiatu, który zakwitnie w okolicy: w ogrodach, na działkach, w parku, na polach, łąkach i nieużytkach. Obecnie nasza pasieka jest jedną z nielicznych w Polsce, która pozyskuje najcenniejszy z pszczelich darów: mleczko pszczele, używane w leczeniu i suplementacji.

Co w pszczołach jest wyjątkowego?
Wszystko. To są organizmy bardzo inne od nas. Są świetnie zorganizowane i wyspecjalizowane. Mają świetnie wypracowane strategie. Właściwie to my powinniśmy się od nich uczyć, na przykład organizacji pracy. Każda pszczoła wraz z wiekiem jest przydzielana do innej pracy. Pszczoła w sezonie pracy żyje koło miesiąca, w sezonie zimowym ponad pół roku.

Czy pszczoły zasypiają na zimę?
Nie. Pszczoły znajdują się cały czas w ruchu, w tak zwanym kłębie. W ulu tworzą kształt kuli skupionej wokół ramek. Nad sobą mają zapas pokarmu. Im temperatura na zewnątrz jest wyższa tym kłąb ma większą średnicę. Im zimniej tym bardziej zbliżają się do siebie, żeby utrzymać ciepło.
Rodzina pszczela w sezonie może liczyć nawet 70 tys. pszczół. Po sezonie to jest około 15 - 20 tys. O tej porze roku pszczoły już się nie rozmnażają. Królowa przestała składać jajeczka. Najbardziej intensywny rozwój trwa od maja do lipca. Teraz pszczoły skupiają się już tylko na tym, żeby przeżyć zimę.
Niemniej, jeśli nagle by zrobiło się ciepło, np. powyżej 15 st. C, pszczoły wylecą z ula.

Czym różnią się od siebie pszczoły?
Pszczoły różnią się rasami. Każda rasa i linia pszczół ma inne cechy, właściwości i zachowanie. Jedne są łagodne i można przy nich pracować bez rękawic i kapelusza. Inne należy odymić. Zdarzają się nam rodziny łagodne jak baranki. Oczywiście najbardziej lubimy pszczoły, które przynoszą dużo miodu, pyłku i mleczka pszczelego.

Po co się odymia pszczoły?
Dym powoduje osłabienie instynktu obrony u pszczół. Odymione pszczoły chętnej zostają w ulu i nie atakują.

Czy pszczoły umierają po użądleniu?
Tak. Żądło pszczoły jest w kształcie harpunu i  jest powiązane z jej trzewiami. Gdy chce wyciągnąć je po użądleniu niestety zostawia tam pół siebie wraz ze zbiorniczkiem jadowym. Należy żądło jak najszybciej usunąć, bo jad ze zbiorniczka cały czas się sączy.

Co roku mówi się o wymieraniu całych rodzin pszczelich. Czy Państwa pszczoły dotknęły choroby, o których ostatnio głośno?
Nas to nie dotknęło. Uważam, że sprawa częściowo leży po stronie pszczelarzy. Główną przyczyną wymierania rodzin pszczelich w Polsce jest pasożyt, roztocze Varroa, wywołujące pasożytniczą chorobę, warrozę. Często niedopilnowanie czy nieodpowiednie leczenie pszczół odbija się na tym, że rodziny wiosną są bardzo słabe, nie dochodzą do siebie lub nawet padają. Ważna jest również różnorodność i ilość pokarmu dostępnego dla pszczół w sezonie, oraz zgromadzenie wystarczających zapasów na zimę. Jeśli zapasów jest za mało, to takie rodziny słabną.

Jak często odbywa się miodobranie?
Miodobranie jest 3- 4 razy do roku, po każdym większym pożytku.  Z jednej ramki można nawet uzyskać 2 kg miodu.
Najbardziej opłacalne dla pszczół i pszczelarza jest latanie pszczół na odległość 1,5 kilometra. Potrafią latać na odległość 3 – 4 km. Dziennie pszczoła może wylecieć z ula nawet kilkadziesiąt razy. Pyłek z ula wybieramy codziennie, mleczko pszczele co 3 dni.

Czy miód jest dla każdego?
Nie, miód nie jest dla każdego. I nie mam tu na myśli zasobności portfela. Mam na myśli dolegliwości lub możliwości organizmu. Jeśli ktoś jest uczulony na białka pszczele lub pyłki, miód nie jest dla niego. Cukrzycy powinni uważać. Dzieci mogą jeść miód bez przeszkód od 2 roku życia, pod warunkiem, że nie są uczulone.

Jakie zalety ma miód?
Miód jest produktem prozdrowotnym. Główną zaletą miodu jest to, że jest łatwo przyswajalny. Zawiera bioskładniki, cukry, które są w całości przyswajalne przez nasz organizm. Zawiera także trochę witamin, olejków eterycznych, ale także substancje antybakteryjne (w szczególności miód spadziowy) oraz enzymy, które w działaniu z woda mają działanie antybiotyczne.
W stosowaniu prozdrowotnym miodu nie chodzi o to, aby zrobić sobie kanapkę z miodem i się po prostu go najeść. Należy miód zażywać regularnie. Najlepiej jest rozpuszczać miód w wodzie wieczorem a rano wypijać. Chodzi o systematyczność, aby efekt obcowania ze zdrowotnymi substancjami zawartymi w miodzie trwał dłużej.

Co lubi miód, a czego nie lubi?
Miód lubi prawidłowe przechowywanie. Najlepiej w ciemnym pomieszczeniu lub zamykanej szafce, w temperaturze do 10 st. C, jeśli nie możemy tego zapewnić to maksymalnie do 18 st. C. Wilgotność powietrza nie większa niż 50%. Szczelnie zamknięte pojemniki.

Jakie są gatunki miodu? Jaka różnica jest między nimi różnica?
Różnica między poszczególnymi gatunkami miodu jest zasadnicza. Przede wszystkim różnią się kolorem. Miody wiosenne są jasne, słomkowe lub białe. Miody z lata są ciemniejsze. Kluczowa jest roślina, ż której pszczoły zbierają nektar.  Wszyscy pytają „skąd wiecie, że dany miód pochodzi z danej rośliny”? Obserwujemy z jakich roślin pszczoły zbierają nektar. Podwozimy pszczoły na pożytki, by zbierały miody odmianowe. Zazwtczaj gdy kwitnie akacja czy lipa nie kwitną inne rośliny, dające pożytek towarowy. Ponad to miody różnią się właściwościami zdrowotnymi, czyli wpływem na organizm i to jest przebadane klinicznie.
Miody odzwierciedlają bogactwo kwitnących roślin w danym momencie sezonu. Miód rzepakowy jest zbierany wiosną, natomiast akacjowy, lipowy i wielokwiatowy to miody zbierane latem. Późne miody to nawłociowy (z kwiatów nawłoci), spadziowy (ze słodkich wydzielin mszyc, które żerują na drzewach), gryczany, wrzosowy i wielokwiatowe (ze wszystkich kwiatów i roślin, które nektarują).
 Trzy lata temu udało nam się na terenie gminy Dopiewo uzyskać miód czysto bławatkowy. Było to po ostrej zimie, która wymroziła duże połacie rzepaku. Rolnik prawdopodobnie nie popryskał pola na chwasty i na około 70 ha rosły tylko chabry i maki. Z maku pszczoły zbierają tylko pyłek, a nektar tylko z chabra bławatka.

Co my nie – hodowcy możemy zrobić dla pszczół? Jaki jest ogród przyjazny pszczołom?
Po pierwsze możemy siać różnorodne i nektarodajne kwiaty, które są pszczołom przyjazne, na przykład nagietki o pojedynczych kwiatach czy róża wielokwiatowa (kwiatostany z odsłoniętymi pylnikami). Proszę nie wyrywać chabrów. Pszczoły korzystają z wielu kwiatów, ale najbardziej pomagamy im sadząc rośliny kwitnące wczesną wiosną (krokusy, wierzby) lub późną jesienią (astry, szafrany, nawłoć, zimowity).
Można zrobić poidło dla pszczół. To przyda się zwłaszcza w upalne lata. Do miseczki o średnicy minimum 30 cm ze świeżą wodą należy wrzucić jakiś pływaczek, np. kilka słomek, gałązki, aby pszczoły się nie potopiły. Można na brzegu położyć mokrą tkaninę, aby łatwiej było im pić.

Co dają pszczoły oprócz miodu?
Pszczoły dają całą naturalną aptekę, która jest pomocna przy bardzo wielu dolegliwościach. Od pszczół pozyskujemy propolis (kit pszczeli), czyli substancję, którą używają do odkażania ula. Na człowieka działa przeciwgrzybiczo i przeciwzapalnie. Mamy od nich jeszcze pyłek pszczeli o działaniu odżywczym i wzmacniającym działaniu na organizm. Warto koniecznie wspomnieć o mleczku pszczelim, substancji którą pszczoły karmią tylko królową matkę i młode larwy. Ma ono silne działanie odżywcze, regenerujące, wzmacniające, odmładzające i regulujące procesy metaboliczne. Jest stosowane przy wielu dolegliwościach. Oprócz propolisu, pyłku i mleczka, pszczoły dają nam odżywczą i wszechstronnie działającą pierzgę (kiszone połączenie miodu z pyłkiem) oraz wosk pszczeli używany między innymi jako składnik maści.

Co to znaczy, że miód jest skrystalizowany albo scukrzony?
Twardnienie miodu dobrego miodu jest naturalnym procesem i jest to krystalizacja. Nie dodajemy do miodu cukru, więc nie można mówić o żadnym scukrzeniu. Jest prawdą, że miód zawiera cukry, ale to naturalne cukry zawarte w miodzie, które krystalizują.
Jeśli miód w grudniu nadal jest płynny to znaczy, że został podgrzany i mógł stracić część swoich właściwości. Najbezpieczniej kupować miód skrystalizowany i nie upłynniany powtórnie. Miodu nie należy podgrzewać do temperatury wyższej niż 40 stopni Celsjusza.

Czym różni się miód kupowany w sklepie od tego z pasieki?
W sieciach handlowych dostępne są zarówno miody sztuczne, pozbawione właściwości prozdrowotnych, miody „wiecznie płynne” jak i miody skrystalizowane. Nie każdy miód kupowany w sklepie jest naturalny i pełnowartościowy.
Najlepiej mieć swojego, zaprzyjaźnionego, zaufanego pszczelarza. Można go zawsze odwiedzić w pasiece, porozmawiać z nim, samemu zobaczyć jak miód jest pozyskiwany i zobaczyć jaka jest droga miodu od rośliny do słoika.

Jak kupować miód?
Najlepiej jest kupować miód z lokalnych pasiek. Warto zwrócić uwagę aby konsystencja miodu była jednolita, a w sezonie jesienno-zimowym najbezpieczniej jest kupować miody skrystalizowane. Po zakupie pamiętajmy o właściwym przechowywaniu miodu.


Dziękuję.

poniedziałek, 19 października 2015

Gwiazdeczka przekładana


W pewnym momencie samo gotowanie stało się dla mnie rzeczą banalną. Oczywistą i nie budzącą większych emocji. Odtwarzanie różnych, choćby bardzo pracochłonnych i wyszukanych przepisów przestało mnie fascynować. 
Dlatego za każdym razem, gdy trafię na coś oryginalnego oczy zaczynają mi się śmiać. Nie jestem wirtuozem w kuchni. Moja baza wiedzy pochodzi skądś. Sama zwykle nie wymyślam przepisów, ale inspirują mnie inni.
Sieć jest nieoceniona. Mam w zasięgu ręki i wzroku tak wiele inspiracji, że właściwie się  nie nudzę. Tak i było tym razem. W sumie banalne, a musiałam to wykonać natychmiast po zobaczeniu. 

Troszkę zmodyfikowałam to co zobaczyłam, ale idea pozostała.
W oryginale jest ciasto na pizzę i nutella, w mojej wersji ciasto, domowe powidła śliwkowe i domowy krem orzechowo- kakaowo- daktylowy. Pewnie można by poeksperymentować z innym ciastem np. filo. Na pewno do tego wrócę i to już niebawem.
Wyszło smacznie, ale wierzę, że można to zrobić jeszcze lepiej. To jedna z tych sytuacji, kiedy chcę dążyć do perfekcji.


Nie będę nawet tego przepisu przytaczać, niech każdy sobie sam obejrzy źródło mojej inspiracji: www.facebook.com/diytutorials1/videos/535136209972784/

wtorek, 21 lipca 2015

Nadziewany kwiat cukinii w cieście


Kwiat cukinii (i dyni) z fetą i suszonymi pomidorami w cieście

Latem gotuję mniej. A kiedy moi rodzice zabierają dzieci na wakacje na dwa tygodnie, to jak nie muszę, to nie robię nic. To taki czas kiedy dziwi cisza w domu. Można spać ile się chce. Znów przez chwilę człowiek jest Panem swojego losu. Na początku cisza jest nieznośna, ale z czasem się przywyka do tego, że nikt nie zakłóca spokojnego toku myśli i zdarzeń. Jakoś w tym czasie wszystko zwalnia. Oprócz tego, że mi się zwyczajnie nie chce, to rzeczy jakby same z siebie miały świadomość, że nie jest ich czas i nie trują d… I telefon mniej dzwoni. Dziwne uczucie. Wakacje.

Nie gotuję, nie przerabiam, nie piekę, no chyba, że dostanę prezent w postaci wiaderka czereśni czy ogórków, albo mnie coś najdzie.
Właśnie mnie naszło.

Tradycyjnie na kompoście posadziłam co miałam pod ręką. W tym roku najbliżej ręki były ziarenka dyni, kabaczka i takich małych, dyniowatych ozdobnych. Tak naprawdę nie miałam pojęcia czy coś z tego będzie, bo ziarenka były stare i pomarszczone. Ale udało się, że pięknie wykiełkowały. Teraz roślinki znacznie powiększyły teren swojej ekspansji i nadal rosną (trochę w zastraszającym tempie), a ja już powoli rozróżniam, jakie okazy postanowiły ze mną zamieszkać w ogrodzie.
W zeszłym roku nie miałam weny na sianie i sadzenie w odpowiednim momencie i kompost stał pusty. W tym roku poszłam krok dalej, posadziłam jeszcze pomidory (koktajlowe) w doniczkach i ogórki, na kompoście obok. No i nasturcje, ale o nic potem.

Sadzę te roślinki nie tyle z chęci przerobienia na przetwory domowe, czy oszczędności, jak to drzewniej bywało. Sadzę, ponieważ chcę znać smak prawdziwego pomidora, ogórka, marchewki. Żeby moje dzieciaki wiedziały skąd się warzywa biorą. Żeby podpatrywać naturę, być jej blisko. I żeby zachować pozory, jaka to jestem super pani domu z własną kuchnią i ogrodem :-) Ot co. Zwyczajny egoizm i egocentryzm.

Ale wróćmy do cukinii. Przepis na nadziewane kwiaty cukinii przykleił się do mnie nie pamiętam kiedy. Czytam setki przepisów, uwielbiam je czytać. Większość z nich umyka, ale ten został w głowie i czekał na realizację. Wreszcie, gdy w jakiejś zagramanicznym menu zobaczyłam to danie, nie mogłam się powstrzymać. Tam kwiat cukinii był nadziewany mozzarellą, obtoczony w jakimś dziwnym cieście i smażony w głębokim tłuszczu. Generalnie OK tylko trochę za dużo tłuszczu i za mało smaku. To było moje pierwsze spotkanie z tym daniem. Może nie w 100% udane, ale myśl, że można to zrobić smaczniej nie dawała mi zapomnieć go. Mozzarellę zastąpiłam fetą, dodałam suszone w słoneczku pomidory. Moja wersja nie powiem, żeby była dietetyczna, ale jak smakuje.

Potrzeba:
Kwiaty cukinii lub dyni (raczej większe)
Ser feta
Suszone pomidory

Na ciasto:
Mąka
Jogurt naturalny
Jajko
Szczypta pieprzu
Łyżka oleju
 + olej do smażenia

Z podanych składników przygotować ciasto naleśnikowe, dość gęste.
Kwiaty zrywać z ogonkami. Umyć i wyrwać ze środka kwiatu słupek. Do każdego kwiatka włożyć odpowiedniej wielkości kawałek fety i suszonego pomidora (lub więcej jeśli się zmieści). Delikatnie maczać w cieście i od ranu na rozgrzaną patelnię. Ja nie lubię dużo oleju, ale trochę się przyda.
Konsumować na gorąco.
Następnym razem je upiekę.
Smacznego.





wtorek, 23 grudnia 2014

Po jasnej stronie garnka. Pean pochwalny

Nadal nie wiem czy jest wart swojej ceny. Nie wiem czy jest w stanie zaspokoić wszystkie moje zachcianki. Nie wiem czy jest aż tak genialny jak dziewczyny mówią. Niemniej od miesiąca dość mocno mnie intryguje i fascynuje.A pomyśleć, że jeszcze pół roku temu nawet o  nim nie słyszałam.
Pierwszy raz spotkałam się z nim na warsztatach w Palędziu, gdzie Justyna Sobota opowiadała o dietach, beztłuszczach, bezpszenicach i innych cudach. Wtedy mnie tąpnęło na jego punkcie, ale nie kupiłam. Dopiero ostatnio postanowiłam się szarpnąć i nabyć to cudo, które tylko nie piecze i nie smaży naleśników.

Póki co korzystamy z przepisów, ale uczę się i czasem kombinuję. Uczę się. Skubany naprawdę ułatwia życie i oszczędza czas.

Póki co oszalałam na jego punkcie nie tylko ja ale i mój starszy syn. Chce mi pomagać w gotowaniu i wręcz żąda, żeby używać właśnie jego i wbudowanej książki kucharskiej.
Mam już czarne wizje, że moja starsza latorośl zwyczajnie nie będzie za kilka lat umiała ugotować czegokolwiek bez niego. A jego dziewczyn mnie przeklnie, że nie nauczyłam go zwykłej zupy ugotować w normalnym garze.

Z drugiej strony skłonił mnie do robienia rzeczy, które już dawno porzuciłam jak choćby pieczenie bułek, chleba, drożdżówek, ubijanie masła czy kręcenia koktajli owocowych.

Wbudowana waga zdecydowanie dyscyplinuje mnie. Zwykle wszystkiego dodawałam do gara na oko. Tu pewnie też nic się nie stanie jak poszaleje z ilościami raz czy drugi, ale skoro można tego pilnować to czemu tego nie robić.

Stworzyli to cudo prawdziwi przyjaciele kobiet. Zacni ludzie.

Nie chcę robić reklamy tego słodziaka i nie wymienię jego nazwy. Ale jeśli kogoś zaintrygowałam, zapraszam na prezentację do mnie do kuchni. Tak, tak, w starym dobrym domokrążcowym stylu prezentacje odbywają się po domach.

Na dzień dobry mogę zaproponować likierek na kukułkach. Taki mordokleik, ale trudno odcmokać się od kieliszka.

Prawdopodobnie kieruje mną chwilowa fascynacja, ale co mi tam. Tego garnka nie oddam już za nic.
Taki manifest gwiazdkowy. Taki przedświąteczny wpis z księżyca.

No i kilka fotek pierników, na które kręciłam w nim ciasto. Piekły się już oczywiście w tradycyjnym piekarniku, a ozdabiała cała zgraja dzieciaków: Janio, Minio, Ina i Mili.


Wesołych Świąt.





niedziela, 31 sierpnia 2014

Migdałowy kruchy placek ze śliwkami


Ostatnio rzadziej piekę ciasta. Właściwie piekę wyłącznie, gdy spodziewam się gości lub wiem, że zjem je z kimś jeszcze. Myśl o tym, że całą blaszkę ciasta będę musiała wsunąć sama jakoś mnie nie pociąga. Mój współspacz nie jest maniakiem słodkiego, dzieciom raczej ograniczam cukier, a przecież zjeść trzeba. Zmarnować się nie może.

Plackowi ze śliwkami w szczycie obfitości jednak nie mogłam się oprzeć. I upiekłam ciasto głównie dla siebie, tłumacząc się oczywiście rodzinie, że to wszystko dla nich.

Nie, nie zjadłam całego placka sama. Ale wiele nie brakowało. Na szczęście pozostałym domownikom też smakował i mi solidarnie pomagali pałaszować.

Zainspirował mnie przepis na www.kwestiasmaku.com.

Intuicja mi jednak podpowiedziała, jak zmienić przepis i sprawić, by kruche ciasto było jeszcze bardziej migdałowe. Jak zawsze jej posłuchałam i nie pożałowałam. Śliwki węgierki idealnie komponują się z migdałami. Może nawet lepiej niż jabłka z mięta albo wiśnie z czekoladą. Kombinuję teraz kolejne desery oparte na tym zestawieniu.

Ciacho nie wyszło może jakoś super piękne i reprezentacyjne, ale smakowało naprawdę bardzo klasycznie i elegancko.

Migdałowy kruchy placek ze śliwkami

300 gr mąki pszennej
200 gr mielonych migdałów
Łyżeczka cynamonu
Łyżeczka proszku do pieczenia
250 gr masła
1/2 szklanki cukru
2 żółtka
3 łyżki śmietany (18%)
Płatki migdałów
Śliwki węgierki

Mąkę przesiać z proszkiem do pieczenia. Dodać cynamon. Dodać zmielone migdały. Dodać miękkie masło, cukier, żółtka oraz śmietanę. Ciasto szybko zagnieść na gładka masę. 1/4 ciasta zamrozić. Pozostałe ciasto wstawić do lodówki. Po pół godzinie wykleić ciastem z lodówki formę (dużą prostokątną). Ciasto posypać migdałami w płatkach na to ułożyć wydrylowane i przekrojone na pół śliwki węgierki, skórką w dół. Posypać je migdałami. Na wierzch zetrzeć na grubych oczkach ciasto zamrożone.
Piec do zarumienienia około 40 minut w piekarniku, w temperaturze 180 st.

Można posypać ostudzone ciasto cukrem pudrem, ale i bez tego jest pyszne.


Przepis zaraz zamierzam przetestować z jabłkami. Właśnie kolejne 2 wiaderka do mnie przybyły J

środa, 20 sierpnia 2014

Śliwkobranie


Przyznaję. Dżemy najczęściej robię z Żelfixem. Czasu coraz mniej, a tak strasznie zawsze mi było żal owoców, które odparowują. Do tego człowiek się nie narobi. A dzieci kochają dżem truskawkowy. Jednak, gdy nachodzi sezon śliwkowy, a raz na kilka lat nadchodzi, to znów staję się kulinarną tradycjonalistką i dłuuuuugo, baaaaaaardzo długo smażę powidła. Bo węgierki inaczej nie smakują. Po prostu. Dżem węgierkowy z żelfixem jest jakiś taki pospolity, wręcz niesmaczny. Poza tym tylko prawdziwe powidła można włożyć jako warstwę do tortu albo w andruty.



Sezon na węgierki u taty w sadzie jest co kilka lat. Pomimo, że rośnie tam pięć śliw, to solidarnie owocują co dwa – trzy lata.
Wszystkie moje węgierkowe zapasy dawno temu się już skończyły, więc tym razem rzuciłam się na śliwki jak w amoku. Miałam poczucie, że jeśli nie przerobię wszystkiego, to znikną, zepsują się, zmarnują… A przecież nie mogę do tego dopuścić.
Tatowe śliwki są tak słodkie, że docukrzam tylko do smaku. Jedno na co trzeba uważać i zawsze popełniam ten sam błąd: biorę nie ten garnek. Nie chodzi o wielkość, bo wolę nawet taki mniejszy, ale koniecznie z grubym dnem.



Święto śliwki trwało trzy dni non stop i jeszcze po powrocie kilka kilo. Jeszcze w piekarniku dochodzą.
Udało nam się wyczarować:
Sok
Butelek: 16
Litrów: 5,5

Powidła śliwkowe
Słoików: 40
Litrów: 12,7

Śliwki suszone, dwa duże słoje

Dżem śliwkowo – jabłkowo - gruszkowy z czarną porzeczką
Słoików: 19
Litrów: 4,3
16 słoików kompotu
Duża torba śliwek mrożonych

No i placek ze śliwkami i niezliczona ilość tych zjedzonych przez nas i pszczoły, osy i inne robale. Mniam.
Mam dobry rok. Już mi się skończyły słoiki dżemowe i te średnie.
Mam jeszcze w zanadrzu butelki i słoiki duże.

Zima może przychodzić. Ciężkie czasy też.
Drewno już schnie pod daszkiem.
Szykujemy się do zakupu agregat prądotwórczego…



czwartek, 10 lipca 2014

Sałatka z pieczonym camembertem


Będąc na wywczasach lubię zjeść czasem w knajpie coś, czego albo dawno nie jadłam, albo nie jadłam wcale.

Tym razem w weekend zawitałam do Szklarskiej Poręby. Było łażenie po górach, śniadanie z widokiem na Śnieżne Kotły, oddychanie pełną piersią, wizyta w naszym ulubionym schronisku i tradycyjne zakwasy.
Ale były i nieodłączne wizyty w lokalach, które przyznaję się, bardzo lubię.

Trzy wizyty i trzy smaczne dania.
Pierwsza była sałatka z pieczonym camembertem. Zaskakująca i pyszna. Mieszanka sałat z dodatkiem orzechów włoskich, świeżego pomidora, cebuli krojonej w cienkie plastry, suszonej żurawiny, polane balsamico z gorącym, pieczonym camembertem rozlewającym się i ciągnącym…
Po powrocie do domu, żyjąc wciąż wspomnieniem gór postanowiłam odtworzyć, acz zmodyfikować przepis.

Moja sałatka. Na mieszance sałat świeży ogórek, suszone pomidory, balsamico i pieczony camembert. Wyszło równie dobre, a może i lepsze. Proste i szybkie, wręcz wykwintne.
Tak czy inaczej „szklarską” sałatkę będę wspominać długo, bo miejsce czarujące i towarzystwo doborowe. No i te góry…


PS. Drugie pyszne danie to placki ziemniaczane przekładane kapustą kiszona i kotletem schabowym. Trzecie danie to polędwiczki wieprzowe zapiekane w boczku. 

Sałatka z żurawiną ze Szklarskiej